Małżeństwem jesteśmy 32 lata oboje z mężem pochodzimy z rodzin chrześcijańskich. Początki naszego małżeństwa nie były łatwe, ponieważ nasze relacje z Bogiem ograniczały się do modlitwy osobistej na osobności i Mszy św. niedzielnej. Nie było rozważania Pisma św., dialogu małżeńskiego, modlitwy małżeńskiej, czyli wszystkiego, co jest potrzebne do budowania rodziny.

        Z Ruchem Domowego Kościoła spotkałam się po przeżyciu trzydniowych rekolekcji w Krakowie. Tam zobaczyłam grupę rozmodlonych ludzi, pierwsza myśl: "co ja tu robię - taki grzesznik". W drugim dniu rekolekcji było nabożeństwo wstawiennicze przed Najświętszym Sakramentem. Na tym nabożeństwie wszyscy wypowiadali głośno swoje problemy przed Bogiem i tam dojrzałam samą siebie, swoje przywary, egoizm i brak pokory. Obudziło się pragnienie poznawania Boga i pracy nad sobą, przy pomocy Bożej wyzwalania się ze swoich grzechów.

        Po wstąpieniu do Domowego Kościoła zaczęliśmy wprowadzać każdego dnia wspólną modlitwę z całą rodziną, której wcześniej nie było. Powoli nasze życie rodzinne zaczęło się zmieniać na lepsze. W Domowym Kościele jesteśmy 18 lat, staraliśmy się chociaż raz w roku uczestniczyć w rekolekcjach, bo każde spotkanie z Bogiem wnosiło w nas poprawę. Na przełomie roku 1991/92 dane było nam przeżyć trzy razy rekolekcje dwa ORAR-y i trzecie dwutygodniowe. Jadąc na letnie rekolekcje miałam odczucie wewnętrzne, że tam coś się zmieni w nas i rzeczywiście mąż podpisał deklarację KWC była to bardzo duża radość moja i całej oazy. O taką chwilę modliłam się każdego dnia i wierzyłam, że przyjdzie taki dzień, kiedy Pan mnie wysłucha. Od tamtych rekolekcji mąż przestał zaglądać do kieliszka, w nasze małżeństwo wróciła miłość i radość.

        Teraz każdy dzień rozpoczynam przez uwielbienie Boga, dziękczynienie, przeżycie Mszy św. z przyjęciem Pana Jezusa w komunii św. i pozwolenie Bogu na przemianę mnie. Dziękuję Bogu za wszystkie łaski, za bycie w Domowym Kościele i kroczenie tą drogą do Boga.
                                                                             Chwała Panu
                                                                                   Zosia


        Początki mojego bycia w Ruchu Domowego Kościoła były dość trudne z powodu moich nałogów, którymi były alkohol i papierosy. Do końca nie wiedziałem jak sobie z tym poradzić, co było największą przeszkodą w byciu w tym Ruchu. Gdy żona zachorowała na tarczycę w roku 1989 i choroba była bardzo widoczna bardzo bałem się o nią. W luźnej rozmowie żona zaproponowała, że gdybym tak bardzo chciał, to mógłbym ofiarować jeden z moich nałogów Panu Bogu. Po krótkim namyśle postanowiłem oddać Panu Bogu papierosy za zdrowie mojej żony. Wytrwałem w postanowieniu i żona dość szybko wróciła do zdrowia bez operacji.

        W tym czasie jeździliśmy na rekolekcje i to właśnie na tych rekolekcjach następowały największe pozytywne przemiany we mnie. Będąc na rekolekcjach w Wiśniowej w 1992 r. podpisałem deklarację KWC od alkoholu na rok. Mając wiele obaw, gdyż za miesiąc szykowało się wesele chrześniaka. Wesele wytrzymałem bez kieliszka. Nad ranem wstąpiła we mnie ogromna radość i wiedziałem, że to jest pożegnanie z alkoholem na zawsze.

        Dziś dziękuję Panu Bogu za łaski: sługi Bożego ks. Franciszka Blachnickiego - założyciela Ruchu, moich sąsiadów, którzy wprowadzali nas do Ruchu i wszystkie rodziny Domowego Kościoła w Polsce, które dane nam było spotkać na rekolekcjach i nie tylko.

        W tym roku mija 18 lat bycia w Ruchu Domowego Kościoła, lat szczęśliwych - blisko Pana Boga.
                                                                                   Romek