Rodzina – we wszelkich rankingach człowiek stawia ją wysoko w swej hierarchii wartości. O tym, jak można jako rodzina i małżeństwo żyć z Bogiem, zechciało nam opowiedzieć kilka rodzin. Ich największym świadectwem jest ich życie.
 
Jak to wszystko się zaczęło…
 
Każda historia ma swój początek. Sławek i Gosia Bernat już zanim zawarli związek małżeński, podjęli decyzję, że będą formować się w Domowym Kościele. Opowiadają nam: Każde z nas zakończyło etap formacji w oazie na szczeblu młodzieżowym. Tam właśnie mogliśmy zafascynować się wizją charyzmatu Ruchu Światło-Życie i zapragnęliśmy podążania tą drogą w rodzinie. Anna i Piotr Brodalka również jako młodzi ludzie wybrali wspólnotę oazową, w której przez wiele lat formowali się i posługiwali, dlatego jak wspominają, wstępując w związek małżeński wiedzieli, że chcą kontynuować rozwój duchowy razem, jako małżeństwo. Zostaliśmy w Ruchu Światło-Życie, ale z „młodzieżówki” przenieśliśmy się do jego rodzinnej gałęzi, zwanej Domowym Kościołem. Teresa i Janusz Gratka w Domowym Kościele są od początku zawarcia sakramentu małżeństwa. Zaznaczają, iż krąg, w którym stawiali swoje pierwsze kroki powstał dzięki inicjatywie i zaangażowaniu Małgosi i Joachima Grzonków. Oni zwerbowali małżeństwa do kręgu i pilotowali go. Jesteśmy wdzięczni Bogu, że postawił ich na naszej drodze. W przypadku małżonków Iwony i Wojtka Kapustków Domowy Kościół także okazał się kolejnym etapem trwania w Ruchu Światło-Życie, a dopomogła im w tym inna para: Gdy nasi znajomi, Sabina i Damian Lejtowie, zaprosili nas do wspólnoty, przyszliśmy tam bez wahania, mówią. W przypadku Edyty i Andrzeja Siejoków historia rozpoczęcia formacji w ruchu była zupełnie inna. Żadne z nich nie należało nigdy do oazy młodzieżowej, więc w ogóle nie mieli kontaktu z Ruchem Światło-Życie, ale nie było to dla nich żadną przeszkoda, by rozpocząć coś nowego w swoim życiu. Jak wspominają: Byliśmy kiedyś na zabawie sylwestrowej w Ośrodku ks. Blachnickiego na Brynowie i tam poznaliśmy ludzi, którzy pytali nas, czy jesteśmy w kręgu. My nie wiedzieliśmy, co to znaczy być w kręgu, więc oni nam wyjaśnili, dając swoje świadectwo. Po powrocie z Sylwestra przeglądałam stronę internetową naszej parafii i okazało się, że jest u nas taka wspólnota. Po Mszy podeszłam do ks. Macieja Basiuka i zapytałam go, czy można dołączyć do ruchu. On dał mi namiar na jeden z kręgów i zaprosił na spotkanie. I tak się zaczęło, wspomina Edyta.
 
Realizacja zadań ruchu
 
Domowy Kościół zwraca uwagę na duchowość małżeńską, czyli dążenie do świętości w jedności ze współmałżonkiem. Odbywać się to ma poprzez życie Słowem Bożym, modlitwą, sakramentami, a także dawanie świadectwa i służbę we wspólnocie Kościoła. Iwona i Wojtek, jak sami stwierdzają, wspólnotę traktują bardzo poważnie. Staramy się żyć charyzmatem ruchu poprzez realizację zobowiązań, choć – jak można się domyślić – często na tej drodze zwyciężają nas nasze słabości. Chyba najmniej problemów mamy z regułą życia. Postanowiliśmy sobie być na Mszy św. dodatkowo co najmniej raz w tygodniu (poza niedzielą) i bardzo mało było tygodni przez te 9 lat, gdy nam się to nie udało.
 
Gosia i Sławek podkreślają natomiast, że żyją codziennością, w której na wszystko jest czas i miejsce. Rano mamy wspólną modlitwę małżeńską, zaś wieczorem wraz z dziećmi modlitwę rodzinną, o której trudno zapomnieć dzięki naszym kochanym dzieciom. Możemy rzec, że w naszej rodzinie każdy chce się modlić i jest to bardzo cenny dar, który otrzymaliśmy w naszej małej wspólnocie. Dzieci lubią też z nami jeździć na rekolekcje i swoimi pytaniami mobilizują nas do następnych wyjazdów. Nie wszystko się nam udaje – mamy też problemy z praktykowaniem jednego ze zobowiązań polegającym na wspólnym zasiadaniu do comiesięcznego dialogu małżeńskiego – jest to dla nas okazja do pracy nad sobą i zatrzymania się w gonitwie życia codziennego i podejmowanych posług.
 
W naszej codzienności czasem szarej, czasem kolorowej, przepełnionej pracą, problemami i radościami trzeba mieć w sobie wiele wytrwałości, by pokonać zmęczenie, a wielokrotnie i zniechęcenie do wiernego wypełniania zadań ruchu. Ania i Piotr mówią jednak zgodnie, że wszystko jest możliwe i że warto. W swoim życiu starają się żyć zobowiązaniami, które wspierają ich w budowaniu jedności i miłości w małżeństwie i rodzinie. Codzienna modlitwa osobista i małżeńska, regularne czytanie Słowa Bożego to dla nas czasami duże wyzwanie, ale zauważamy, jak wpływają one na nasze wzajemne relacje i jak nas kształtują. Comiesięczny dialog małżeński otwiera nas na siebie i pozwala razem rozważyć sprawy dnia codziennego, które przy naszym zabieganiu mogą być niezauważone lub negatywnie wpłynąć na nasz związek. W czasie tych naszych „randek” często pojawia się reguła życia, która pomaga budować naszą duchowość małżeńską, pomaga z miłością zbliżać się do Boga, ludzi i siebie nawzajem.
 
Swoja wiernością wyborowi, jakiego dokonali Edyta i Andrzej, także realizują misję ruchu w swoim małżeństwie. Wprowadziliśmy do naszego życia modlitwę osobistą, małżeńską i rodzinną, próbujemy prowadzić dialog małżeński. Jeździmy na rekolekcje. Staramy się mówić o Panu Jezusie innym ludziom, w pracy, znajomym.
 
Rodzinna codzienność
 
Czy człowiekowi potrzebne są w ogóle zmiany? Często ich nie lubimy, bo wiążą się z obawami, lękami, nieakceptacją, a przecież może być zupełnie odwrotnie. Mogą one rozwijać, poprawiać jakość życia. O tym, jak bardzo zmieniło życie małżonków Edyty i Andrzeja trwanie w ruchu, wiedzą oni sami i Bóg. Najważniejsze chyba jest to, że zaczęliśmy z mężem modlić się – w naszym przypadku jest to jutrznia. Nasza modlitwa małżeńska jest owocem rekolekcji, nigdy wcześniej nie modliliśmy się razem, tylko co najwyżej z dziećmi. Ważny jest też dialog małżeński, choć sprawia nam on niekiedy trudności, co wynika z tego, że po prostu nie mieliśmy wcześniej w naszych rodzinach wzoru spokojnej rozmowy między rodzicami. Dialogu wciąż się uczymy, ale na pewno, gdy jest udany, to nas zbliża do siebie.
 
Gosia ze Sławkiem zwracają uwagę, że wcale nie chodzi o wielkie zmiany zauważalne gołym okiem, ale drobne, codzienne. Ważne dla nas jest zmienienie optyki postrzegania świata z perspektywy JA na perspektywę MY (małżonkowie, rodzina). Bardziej określamy to nasze trwanie w Domowym Kościele jako uczenie się życia w Kościele jako Rodzina. Patrząc na nasze uczestnictwo w Eucharystii czy w życiu Kościoła albo w modlitwie, mamy wiele powodów do dziękowania Bogu za dar tej drogi dla naszej rodziny. Poruszają nas jako rodziców sytuacje, kiedy możemy towarzyszyć naszym dzieciom w modlitwie, w ich pragnieniu poznawania Pisma Świętego czy pragnieniu przyjęcia Pana Jezusa do swego serca lub uczestnictwa w ważnych wydarzeniach Kościoła. To działa jak „koło zamachowe” i łatwiej przejść nam przez trudne chwile naszego życia.
 
Jak chyba każdej zakochanej parze wiadomo, życie we dwoje nie zawsze bywa łatwe, trzeba robić wszystko, by miłość dawała szczęście obojgu. Iwona i Wojtek sami podkreślają, że życie we dwoje wymaga wiele trudu i sztuki kompromisu, aby obie strony były szczęśliwe. Jedną z zasad jest dialog małżeński. My bardzo dużo zawsze ze sobą rozmawialiśmy, ale do tej naszej rozmowy uczymy się też zapraszać Pana Boga. Wiele trudnych sytuacji rozeznajemy na wspólnej modlitwie i bardzo często w oparciu o Pismo Święte – nigdy się nie zawiedliśmy. Modlitwa małżeńska, której też długo się uczyliśmy, bo mamy zupełnie różne duchowości, jest także od dłuższego czasu stałym elementem i umacnia naszą relację. No i co roku jesteśmy na rekolekcjach dla rodzin. Czasami trudno ubrać w słowa, jak wiele zmienia trwanie w Domowym Kościele, ale jak podkreślają Teresa i Janusz, kolejne lata formacji pokazały jak należy korzystać z łask płynących z sakramentu małżeństwa.
 
A co na to dzieci?
 
Domowy Kościół pomaga małżonkom w budowaniu jedności, która stwarza najlepsze warunki do dobrego wychowywania dzieci w duchu chrześcijańskim. Ale jak one same się w nim odnajdują? Edyta i Andrzej cieszą się, że ich dzieci chętnie uczestniczą w spotkaniach kręgu, nabożeństwach, modlitwie. Dzieci widzą, że żywa wiara daje nam ogromne wsparcie i same przejmują powoli taką postawę, co mam nadzieję, będzie im pomagać w życiu dorosłym, mówią.
 
Iwona i Wojtek uważają, że na razie chyba ich dzieci niekoniecznie widzą niektóre wydarzenia w życiu w kontekście bycia we wspólnocie. Zosia bardzo lubi jeździć z nami na rekolekcje. Jesteśmy w kręgu, gdzie jest bardzo dużo dzieci w podobnym wieku, więc nauczyły się już przez te kilka lat spędzać ze sobą czas i dobrze się czują w swoim towarzystwie. Staramy się bardzo dużo rozmawiać o wychowywaniu naszych dzieci w trakcie naszych małżeńskich dialogów. Jednym z elementów duchowości małżeńskiej jest również modlitwa rodzinna, która jest stałym elementem naszych wieczorów. Na spotkaniach kręgowych poruszamy tematy wychowywania do wartości chrześcijańskich, dzielimy się naszymi wychowawczymi porażkami, ale i trudnościami.
 
Małżonkowie Anna i Piotr mają jeszcze malutką córeczkę, ale pragną, by już teraz była blisko Boga. Spotkania ze Zbawicielem, jak podkreślają, już teraz mogą jej zapewnić poprzez wspólną rodzinną modlitwę i uczestnictwo w Eucharystii. Gosia ze Sławkiem postanowili sami zapytać dzieci, co sądzą na temat ich bycia w Domowym Kościele. Ich syn Tymek przyznał, że lubi tę wspólnotę. Bardzo mi się podoba na rekolekcjach i lubię z rodzicami chodzić na spotkania, bo rodzice dużo mówią o Panu Bogu. Lubię się modlić, bo modlitwa to jest rozmawianie z Panem Bogiem. Młodsza Emilka przyznała bratu rację i także przyznała się do polubienia tego ruchu. Lubię być w Domowym Kościele – bo są różne festyny, bo na rekolekcjach poznaję dużo nowych ludzi, a na modlitwie czy Mszy św. mogę pogadać sobie z Panem Bogiem.
 
A na koniec reklama
 
O tym, dlaczego warto należeć do Domowego Kościoła, można by było wiele pisać, bo i sami jej członkowie mają w tej kwestii wiele do powiedzenia, ale niech będzie to krótka reklama. Państwo Gratka stwierdzają z przekonaniem: Zaangażowanie w ten ruch pozwala na pogłębianie indywidualnej relacji z Bogiem, a przede wszystkim wspiera budowanie miłości i jedności małżeńskiej.
 
Małżonkowie Iwona i Wojtek przekonują o tym, że życie z Bogiem umacnia codzienność. Świat zmierza w niebezpiecznym kierunku, zaczyna nam się wmawiać, że jest się zacofanym, jak stosuje się naturalne metody planowania rodziny czy chce się być z mężem/żoną do końca życia mimo kryzysów. Dzięki wspólnocie wiemy, że wiele jest takich osób jak my – które wierzą w Chrystusa, modlą się, czytają Pismo Święte, nie wyobrażają sobie niedzieli bez Eucharystii. Domowy Kościół to też miejsce, gdzie pochylamy się nad naszą duchowością małżeńską, staramy się pogłębiać naszą miłość.
 
Gosia i Sławek potwierdzają, iż trwanie w Domowym Kościele stwarza m.in. okazję do pogłębienia życia modlitewnego w rodzinie, pełniejszego przeżywania swojej wiary i uczestnictwa w Eucharystii oraz umocnienia relacji w małżeństwie. Natomiast małżonkowie Edyta i Andrzej pokazują, że ruch proponuje pewną hierarchię ważności, która może stać się po jakimś czasie filozofią życia: Na pierwszym miejscu Pan Bóg, na drugim małżeństwo, na trzecim dzieci, potem praca, znajomi itd. Ta hierarchia wprowadza w życie rodziny ład i porządek i daje siłę do stawiania czoła różnym trudnościom.