Wpatruję się w Niego, a On wpatruje się we mnie…

        Nie mów mi, jak bardzo mnie kochasz. Pokaż mi to, poświęcając mi swój czas – zgodnie z tą złotą myślą zapisaną przez Ulricha Schaffera możemy stwierdzić, że miłość to nie tylko słowa, ale przede wszystkim konkretne czyny. Jeżeli kogoś kochasz, to chcesz się z tą osobą spotykać, rozmawiać, patrzeć na nią... stąd to odliczanie minut do spotkania z ukochaną osobą, to długie patrzenie sobie w oczy, milczenie, zachwyt… Z Bogiem jest podobnie. Modlitwa taka jest piękna, ale i trudna. No bo ileż można tak patrzeć? Co mówić? I jak walczyć z rozproszeniami – przecież jesteśmy tylko ludźmi, potrafimy skupić uwagę i myśli przez jakiś czas… A jednak można! I to z jakim skutkiem!

Przede wszystkim wiara w obecność Jezusa

        Przychodząc na adorację, musimy najpierw uwierzyć, że w białym kawałku Chleba jest obecny Jezus Chrystus. Ten sam Jezus, który kładł ręce na chorych, który wyrzucał złe duchy, który błogosławił dzieci, niósł krzyż i na nim umarł. To ten Chrystus, któremu pokłonili się Mędrcy ze Wschodu i który chodził po rozszalałym jeziorze. Gdy uwierzymy i uświadomimy sobie ten fakt, to możemy zacząć adorować. Łacińskie słowo adoratio oznacza kontakt usta-usta, pocałunek, uścisk, a więc miłość. To oddawanie czci, uwielbienie, wywyższenie. 

        Dla Magdy, która od kilku lat wpatruje się w Jezusa ukrytego w Najświętszym Sakramencie adoracja jest chwilą zatrzymania się. Wpatrywania w Jezusa ukrytego w małej białej Hostii, któremu mówi o wszystkim tym, co dzieje się w jej życiu… Może to wydawać się dziwne, ale mówi Mu o tym, co On sam wie, jednak uważa to za coś pięknego, bo przez to jeszcze bardziej zaprasza Go do swojego życia. Aleksandra natomiast adorację uważa za jeden z wielu sposobów modlitwy, w którym może spotkać Żywego Boga mającego moc uzdrowić w niej to, co niedoskonałe i umocnić to, co dobre: Na adorację chodzę, gdyż jest to dla mnie jeden ze sposobów, gdzie mogę pobyć z Nim sam na sam. Ja patrzę na Niego, a On na mnie. I to jest piękne... Nie potrzeba mi wielu słów... W czasie adoracji mogę Go uwielbiać, dziękować Mu, przepraszać. Mogę z Nim porozmawiać o wszystkim. Powiedzieć Mu to, co mnie boli, co mnie wkurza, a także podziękować Mu za to, co mi dał, co mi się udało... Wiem, że On jest i słucha mnie zawsze mimo tego, że czasem wydaje mi się, że Go nie ma, że mnie nie słyszy. Na adoracji dostrzegłam, że aby w pełni spotkać się z Jezusem, trzeba stanąć w prawdzie przed sobą samym, tzn. uświadomić sobie, że jestem człowiekiem grzesznym i słabym, który upada... Przychodzę do Jezusa, aby on uleczył to, co we mnie jest poranione. Gosia przychodzi na adorację, aby być blisko Jezusa – mówić Mu o problemach, troskach, sukcesach i radościach. Dziękować Mu za Jego spojrzenie pełne miłości, które wycisza, uspokaja i raduje serce.

Wierność adoracji mimo wszelkim rozproszeniom

        Gdy już zdecydujemy się na tę formę modlitwy i przychodzimy przed Najświętszy Sakrament, to po pewnym czasie często dopadają nas rozproszenia. Myślimy o wszystkim, tylko nie o tym, że klęczymy przed samym Bogiem – naszym Panem i Zbawicielem. I co wtedy robić? Gdy zauważymy, że nie skupiamy naszej uwagi na Bogu, to nie rozważajmy, dlaczego tak jest ani nie brnijmy w to głębiej, nie denerwujmy się na siebie, że po raz kolejny myślimy o tym, co jeszcze musimy dziś zrobić albo jak nam poszedł egzamin. Po prostu od razu skierujmy nasze myśli ku Bogu albo rozproszenia zamieńmy w modlitwę. Gdy niepokoimy się o coś, to możemy zamienić to na modlitwę w intencji tego, co nas niepokoi. Niezależnie od tego, jakie głosy będą nas odciągać od adoracji, pamiętajmy, że z Bożą łaską możemy je wszystkie pokonać.  Dawid o adoracji mówi tak: Dla mnie niezwykle ważne jest, aby już na samym początku adoracji powiedzieć Bogu: Panie, oddaję się do Twojej dyspozycji. Jeżeli tego nie uczynię, to czuję, że zamiast Boga adoruję siebie. Jesteśmy grzeszni, dlatego nasze myśli są atakowane tym, co ludzkie. My zaś musimy starać się wypełnić nasz umysł Bogiem. Święci powiadali, że adoracja zrodziła się w mroku. Dlatego musimy przebijać się przez własne ciemności, by nauczyć się adorować Boga. I czasami może być nam naprawdę ciężko, wtedy tym bardziej starajmy się siedzieć przy Panu, choćby nawet 20 minut dziennie. Marcelina, kiedy ma problemy z wewnętrznym wyciszeniem, to próbuje swój wzrok skupić na Najświętszym Sakramencie i trwać nadal w ciszy. Aleksandra ma inny sposób na rozproszenia: Często nie potrafię się skupić na adoracji, a moje myśli biegną do tego, co się dziś wydarzyło albo o kogoś się martwię, a czasem jest też tak, że się nie chce... Co wtedy? Po prostu modę się do Ducha Świętego, żeby zabrał to wszystko, co stoi mi na przeszkodzie, aby spotkać się z Panem, moim ukochanym Tatusiem! I nie wiem, jak to jest, ale zawsze modlitwa do Ducha Świętego pomaga! Magda natomiast powiedziała naszej redakcji: Czasem na adoracji nic nie mówię – po prostu jestem, i to jest już trudniejsze, bo pojawiają się rozproszenia, myśli o tym, co już było, co mnie jeszcze czeka… Jak sobie z tym radzę? Czasami daję pierwszeństwo rozproszeniom (oczywiście muszę to „kontrolować”), powoli staram się wyciszyć, uświadomić sobie obecność Jezusa i dopiero wtedy mogę tak po prostu trwać.

Owoce adoracji

        Pierwszym owocem jest wzrost nadprzyrodzonej wiary. Nie czujemy obecności Pana, nie widzimy Go. Aby adorować biały kawałek Chleba, trzeba naprawdę mięć mocną wiarę. Adoracja będzie nas także uwalniać i uzdrawiać, bo to przecież ten sam Jezus, który przyszedł uwolnić więźniów, przywrócić wzrok niewidomym, który przeszedł przez ziemię, dobrze czyniąc, jest osobiście obecny w Najświętszym Sakramencie. Adoracja przygotowuje nas również do życia wiecznego, bo adorujemy Tego, który cierpiał za nas, zmartwychwstał i żyje w niebie.

        Ktoś kiedyś powiedział, że jeśli się kocha – czas zawsze się odnajdzie. Zapraszam zatem na adorację – już teraz zapisz sobie w notatniku: każdy czwartek o godz. 17.00.