Gdy myślę o spowiedzi, do głowy przychodzi mi skojarzenie mostu łączącego ziemię i niebo. Przypomina mi się też krótkie opowiadanie o tym, że człowiek jest połączony z Bogiem niewidzialną liną, a każdy grzech ciężki sprawia, że lina ta zostaje przecięta i urywa się kontakt. Każda szczera spowiedź staje się „węzłem”, który na nowo pozwala na nawiązanie relacji bosko-ludzkiej, ale czyni również jeszcze więcej, bo każdy taki „węzeł” sprawia, że lina ta staje się coraz krótsza, a relacja coraz bardziej zażyła. I od razu nasuwają mi się dwa podstawowe pytania – czy każda spowiedź jest dla nas szansą na takie zbliżenie i co zrobić, aby tego nie zaprzepaścić? Postaram się przybliżyć kilka postaw obecnych w naszych spowiedziach.

Nie będę się księdzu spowiadać

Okazuje się, że dla wielu ludzi podstawowym problemem związanym z sakramentem pokuty pojednania jest pośrednictwo kapłana - Część moich znajomych otwarcie przyznaje, że nie chodzi do spowiedzi z lenistwa. Po co bowiem zadawać sobie trud otwarcia głębi swojej duszy przed kimś zupełnie obcym – usłyszałam. Niektórzy twierdzą, że swoje grzechy wyznają Bogu i to im wystarcza. Od razu jednak rodzi się pytanie – w jaki sposób wyznają te grzechy i jak często to robią? Skąd mają pewność, że ich grzechy zostały odpuszczone? Kapłan jest darem, pośrednikiem pomiędzy nami i Chrystusem. Może warto przed każdą spowiedzią modlić się za księdza, do którego się wybieramy, również po to, by samemu sobie uświadomić, że w sakramencie tym działa Bóg i to przed nim padamy na kolana przy kratkach konfesjonału. Kapłan jest dla nas zewnętrznym znakiem obecności Chrystusa i często zdarza się, że potrafi pobudzić nasze sumienie, jak to miało miejsce w przypadku Ani: Mocno zapadła mi w pamięci spowiedź na pielgrzymce. Wówczas podeszłam do pewnego księdza w starszym wieku. Widziałam, że wszyscy, którzy od niego odchodzili, byli bardzo przejęci. Wyznałam swoje grzechy, a on udzielił mi pięknej nauki i rozgrzeszenia. Czułam, jak całe zło wypływa ze mnie. Rozpłakałam się. Ten sakrament przywrócił mi wiarę w miłosierdzie Boże. Ksiądz, który mnie spowiadał, miał naprawdę dobre podejście do ludzi i myślę, że to jest bardzo ważne. Jest oczywiste, że - aby się spowiadać - trzeba wierzyć całym sercem, że Jezus Chrystus pozostawił swojemu Kościołowi kapłanów, którzy mogliby ważnie sprawować Eucharystię i ważnie odpuszczać grzechy, odpowiadając w ten sposób na ludzkie pragnienie pojednania się z Bogiem. Możemy łatwo odszukać w Ewangeliach fragmenty stwierdzające, że Chrystus udzielił swoim Apostołom i ich następcom władzy odpuszczania grzechów (zob. Mt 16,19; Mt 18,18; J 20,23).

Często też zdarza się, że z lenistwa albo z innych przyczyn nie zadajemy sobie trudu zaglądania we własną duszę i latami ktoś nie przystępuje do sakramentu pokuty i pojednania. I musi stać się coś poważnego w naszym życiu, aby zapragnąć powrotu do Boga – na szczęście nawet wtedy On czeka: Niedawno moja ciocia bardzo ciężko zachorowała - ­opowiada Monika. Poprosiła, bym zaprowadziła ją do kościoła, aby mogła się wyspowiadać. Wszyscy u mnie w domu byli tym bardzo zdziwieni. Kiedy ciocia wyzdrowiała, zapytałam, dlaczego jej spowiedź wzbudziła ogólne poruszenie. Dowiedziałam się, że była to jej pierwsza spowiedź od 14 lat. Przez całe 14 lat uważała, że nie potrzebuje pojednania. Powiedziała mi też, że jeszcze nigdy nie poczuła takiej wewnętrznej wolności, jak wtedy po spowiedzi. Zrozumiała jej sens.

…kłamałem. Więcej grzechów nie pamiętam…

Zdarzyło mi się kilka razy usłyszeć opowieści o tym, jak ktoś wyznaje kapłanowi swoje grzechy, które tak naprawdę nie są jego grzechami. Brzmi dziwnie? Okazuje się, że ze strachu przed tym, co ksiądz w konfesjonale może sobie pomyśleć o penitencie, osoba spowiadająca się wymienia typowe, bardzo ogólne grzechy, często świadomie zatajając te, które naprawdę popełniła. A na koniec „wyznania” padają słowa: kłamałem/am, oznaczające, że wszystko, co było powiedziane kapłanowi chwilę wcześniej, było kłamstwem. Okazuje się, że praktyka taka jest dosyć częsta, a osoba tak postępująca często nie ma świadomości, że spowiedź tak odprawiona nie jest ważna, że do sakramentu podchodzi wręcz w sposób świętokradczy. Brakuje tu podstawowych warunków dobrej spowiedzi – rachunku sumienia, szczerego żalu za popełnione czyny, postanowienia poprawy i szczerego wyznania grzechów.

Nikogo nie okradłem, nie zabiłem…

Kolejna postawa – zupełna obojętność. Myślę, że dotyczy ona najczęściej osób, które pozwoliły, aby ich sumienia zarosły chwastami. Straciły wrażliwość na zło, a Apostoł Jan napisał jednoznacznie: jeśli mówimy, że nie mamy grzechu, to samych siebie oszukujemy i nie ma w nas prawdy (1 J 1,8). Jesteśmy ludźmi i upadamy, jest to wpisane w naszą naturę. A im bliżej jesteśmy światła, tym więcej widzimy, jak mało w nas jest ciągle miłości, wyrozumiałości, cierpliwości. Jak obrażamy Chrystusa naszym egoizmem, pychą, poszukiwaniem chwały, zapominając, że oddał za nas swoje życie. Pięknym przykładem może być dla nas Jakub: Klękając przy kratkach konfesjonału, wyobrażam sobie, że klękam pod krzyżem Chrystusa i proszę: Boże, bądź miłościw mnie grzesznemu. Wsłuchując się w słowa kapłana i wierząc, że przez niego sam Chrystus mówi do mnie, staram się odnaleźć i zawsze znajduję chociaż jedno zdanie, które zapada mi głęboko w sercu.

Węzeł zawiązany

Wiola podczas liceum mocno oddaliła się od Boga pojawiły się grzechy przeciw szóstemu przykazaniu, papierosy, alkohol - I tak zaczęłam grzęznąć w grzechu, niszcząc życie podarowane mi przez Pana. Oczywiście spowiadałam się i przyjmowałam Jezusa w Komunii św., ale przybywał On do brudnego serca, bo na żadnej spowiedzi nie wyznałam wszystkich grzechów. Aż w końcu natknęła się ona na katechetkę, która pomogła jej uświadomić, jak bardzo niszczy swoje życie. Wiola postanowiła przystąpić do spowiedzi, tym razem bardzo szczerej: Pierwszym krokiem „powrotu zbłąkanej owieczki” była dobra spowiedź. Przy konfesjonale moje nogi trzęsły się bardziej niż przy I Komunii św. Wyznając grzechy (tym razem wszystkie!), czułam, że policzki mi płoną. Dopiero usłyszawszy słowa kapłana „Idź w pokoju”, poczułam, że ponownie się narodziłam. Świat nagle przestał obracać się wokół „przyjemności”, jak niektórzy nazywają nałogi. Na Mszy św. przyjęłam Chrystusa i po raz pierwszy poczułam, że jest Mu u mnie dobrze. Było to cudowne uczucie.

A powrót do Boga często łączy się – jak to było również w przypadku marnotrawnego syna – ze świętowaniem całej rodziny. Podobnie było i u Maćka: Wielką radością dla mnie był dzień, kiedy mój ojciec po bardzo długim czasie przystąpił do sakramentu pokuty. Widząc to, nie mogłem uwierzyć swoim oczom. Później, do wczesnych godzin rannych świętowaliśmy z całą rodziną.

Statystyki dotyczące spowiedzi

I na zakończenie wyniki sondażu na temat spowiedzi przeprowadzonego przez Instytut Statystyki Kościoła Katolickiego na grupie katolików wierzących i praktykujących. Pytano m.in. o częstotliwość przystępowania do spowiedzi i Komunii św. i o to, w jaki sposób wierni przygotowują się do spowiedzi świętej. Z przeprowadzonego badania wynika, że katolicy w Polsce poważnie traktują spowiedź. Ponad połowa respondentów spowiada się kilka razy w ciągu roku, 46,5% spowiada się raz w miesiącu, a jedynie 1,7% spowiada się raz w roku. Ciekawe jest także to, że im większa miejscowość, tym częściej katolicy praktykujący korzystają z comiesięcznej spowiedzi. Bardzo ciekawie przedstawiają się odpowiedzi respondentów na pytanie, w jaki sposób przygotowują się do spowiedzi. Przeważnie penitenci robią rachunek sumienia z pamięci - 49,6%, z modlitewnika korzysta 34,1%, natomiast 15,6% korzysta z innej formy przygotowania do sakramentu pokuty.

78,7% respondentów oczekuje, że spowiednik będzie wyrozumiały. Jedynie co piąty penitent chce w konfesjonale surowej reprymendy. Dla połowy respondentów kapłan w konfesjonale to „miłosierny ojciec obdarowujący Bożym miłosierdziem”, a także „kierownik, który pomaga właściwie wybrać w życiu”.

Z sondażu wynika również, że polscy katolicy rzadko mają stałego spowiednika. Tylko 18,4% deklaruje, że ma kierownika duchowego. Dwie trzecie katolików woli się spowiadać u księdza, którego nie zna. Większość - 77,1% – spodziewa się, że kapłan pomoże im w dobrej spowiedzi przez zadawanie pytań.

Sondaż nt. spowiedzi ukazuje także społeczne efekty sakramentu pokuty i pojednania. 85,9%. respondentów przyznało, że sakrament pokuty i pojednania pomaga im w poprawie z ich wad, 53,8% penitentów staje się lepszymi dla członków rodziny, 53,% łatwiej przebacza innym, 35,4% po spowiedzi jest lepszymi dla sąsiadów i znajomych, natomiast 26,4% lepiej wykonuje swój zawód.