Ostatnim razem wraz z naukowcami szukaliśmy odpowiedzi, czy chrzcielnica z Tryde może być dowodem na przedkanonizacyjny kult św. Stanisława, a tym samym rzucić trochę światła na sprawę konfliktu biskupa z królem Bolesławem Śmiałym i przybliżyć nas do prawdy. No bo jeśli faktycznie ludzie czcili św. Stanisława zaraz niedługo po jego śmierci, gdy jeszcze pamięć tragicznych wydarzeń była żywa, to nie powinniśmy mieć żadnych wątpliwości, że w tym konflikcie to właśnie biskup miał rację. 

        Dzisiaj kolej na następne źródło, którym są płaskorzeźby wrocławskie.

Kto jest na płaskorzeźbach?

        W latach 40. XX wieku opublikowano w piśmiennictwie naukowym rysunki przedstawiające nieistniejące już dzisiaj średniowieczne płaskorzeźby, które kiedyś znajdowały się we Wrocławiu. Na jednej z tych płaskorzeźb – zgodnie z podpisami pod rysunkiem – widnieli św. Stanisław i król Bolesław. Pojawiła się hipoteza, że wizerunki te powstały w XII wieku, z którą oczywiście bardzo wielu badaczy zaczęło polemizować. 

        Oczywiście próbowano ostatecznie ustalić, kto znajduje się na tych płaskorzeźbach. Na jednym z rysunków widzimy po prawej stronie biskupa w infule z uniesionymi ku górze dłońmi, stojącego przed królem siedzącym na tronie po stronie lewej i trzymającym w lewej ręce miecz skierowany prosto ku górze. Palcem prawej ręki król jakby wskazuje na ten miecz. Pod postacią biskupa widnieje napis STANIS, a pod postacią króla BOLES III.

Nie wszystko złoto...

       W takim ujęciu wiele spraw wydaje się prostych – płaskorzeźby powstały w połowie XII wieku, bo pierwotny klasztor i kościół św. Wincentego, na którym umieszczono płaskorzeźby właśnie z tego czasu pochodzi, z podpisów jasno wynika, kto jest na rysunku i jest to niezaprzeczalnym dowodem na istnienie kultu św. Stanisława we Wrocławiu. Ale czy naprawdę wszystko jest takie oczywiste?

       Nie ujawniono do dzisiaj żadnych danych, które pozwalałyby stwierdzić, że płaskorzeźby należały do pierwotnego, sięgającego połowy XII wieku, wystroju kościoła św. Wincentego i równie dobrze mogły powstać w XV wieku. Tak samo podpisy pod postaciami nie widnieją na wszystkich wersjach rysunków ukazujących nieistniejące już płaskorzeźby. No i ostatni argument przemawiający przeciwko postawionej hipotezie, który pewnie zaraz nasunął się zainteresowanym historią – podpis po rysunkiem ukazującym króla wskazuje, że jest to Bolesław III, czyli Krzywousty, a nie Śmiały, co nie ma większego sensu. Można by założyć omyłkę pisarską rysownika, ale w ten sposób, jak konkluduje prof. Marian Plezia – skoro raz zaczniemy „poprawiać” i tak wielce niepewną podstawę naszych wniosków, to gdzież położymy granice własnej fantazji?

       Następnym razem chwilę poświęcimy freskowi z Asyża. Może on rozjaśni nam „sprawę św. Stanisława”?

Opracowane na podstawie książki M. Plezi, Dookoła sprawy świętego Stanisława. Studium źródłoznawcze. Kraków 2003