Miałam się nie narodzić. Poczęłam się jako czwarte dziecko w rodzinie, w której panowała straszna bieda. Tato pił alkohol, mamie było okropnie ciężko. Babcia, ciocie i wujkowie wywierali na nią presję, aby poddała się aborcji. Mama, nie mając żadnego wsparcia w tacie i nie widząc innego wyjścia, zdecydowała się na nią. Wcześniej jednak - wierzę, że Ktoś z Nieba nią pokierował – pojechała, ze mną w swym łonie, do Częstochowy. Wiem, że na Jasnej Górze sama Mama Jezusa wzięła mnie pod Swą opiekę. Ocaliła mi życie. Posłużyła się pewnym obcym mężczyzną, który uratował mnie i moją mamę…

        Urodziłam się, ale bardzo bałam się świata. Byłam nieśmiała. Wydawało mi się, że jestem nic warta. Chcąc zasłużyć na miłość taty, dobrze się uczyłam, uprawiałam sport, pracowałam w domu... Ale tato nigdy mnie nie pochwalił, nigdy nie przytulił, nigdy nie powiedział, że mnie kocha. Pił, a ja chciałam ratować naszą rodzinę, szukałam pomocy na zewnątrz. Mama kochała mnie, jak umiała, ale miała mi za złe, że mówię o naszych problemach rodzinnych obcym osobom. Ona próbowała to ukrywać, wstydziła się tego.

        Pamiętam, że po I Komunii Świętej codziennie biegałam do kościoła, modliłam się do Boga, prosząc Go, aby tato się zmienił. Modliłam się też do Maryi o dobrą rodzinę. Wtedy to dowiedziałam się od matki chrzestnej, że miałam się nie narodzić. Powoli docierało do mnie, że moje ocalenie było cudem zdziałanym przez Maryję. 

        Kilka lat później w pieszej pielgrzymce udałam się na Jasną Górę, by podziękować Matce Syna Bożego za ocalenie. Miałam 13 lat, a trud pokonania prawie 600 kilometrów ofiarowałam za nawrócenie taty.

        Moja przeszłość długo nade mną ciążyła. Jako dorosła kobieta nadal czułam się mało wartościowa, bałam się ludzi, bałam się kolejnych zranień. Wyjechałam z rodzinnych stron, na Śląsk. Miałam Boga w sercu, poza Nim nie miałam kompletnie nic. Ale On mnie nie zostawił. Spotkałam przyjaciół, znalazłam pracę, trafiłam na mądrego księdza…

        Moje uzdrowienie zaczęło się od spowiedzi generalnej, długiej i oczyszczającej mnie z mrocznej przeszłości. Wreszcie zobaczyłam ją w świetle Bożej prawdy. Spowiedzi tej nie zapomnę do końca życia. Doświadczyłam przytulenia przez Jezusa, który mnie kocha. Zrozumiałam, co znaczą Jego słowa: ,,Przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię” (Mt 11,28). Potem powoli, na każdej Eucharystii, na Adoracjach i w czasie modlitwy wstawienniczej, w której wzięłam udział, Jezus leczył moje zranienia. Trwało to długie 3 lata. Teraz jestem innym człowiekiem. Kocham siebie. Cieszę się życiem. Znam swoją wartość. Przebaczyłam swoim rodzicom. Kocham ich. Jestem im wdzięczna, że przekazali mi życie. Modlę się za nich. Nie boję się już spotkań z moim tatą. Powiedziałam mu, że mu wybaczam i że jest mi go żal, bo nie przestał pić. Mówię rodzicom, że Jezus ich też może uleczyć, muszą tylko tego chcieć.

        Zdecydowałam się opowiedzieć swoją historię, aby rodzice, którzy poczęli niezaplanowane dziecko, nie bali się go pokochać. Ono bardzo potrzebuje waszej miłości. Bóg we wszystkim wam dopomoże. Wy musicie tylko chcieć je sercem przyjąć, bo bez tego ciężko mu żyć! Chcę abyście wiedzieli, że tak jak całe moje życie jest wielką łaską od Boga, tak też życie waszego poczętego dziecka jest wspaniałym darem Bożym dla was. 
 
        „Decyzję o zabójstwie dziecka jeszcze nienarodzonego podejmuje często nie tylko matka, ale i inne osoby. Winien może być przede wszystkim ojciec dziecka, nie tylko wówczas, gdy nakłania kobietę do przerwania ciąży, ale także kiedy pośrednio przyczynia się do podjęcia przez nią takiej decyzji, pozostawiając ją samą w obliczu problemów związanych z ciążą: w ten sposób rodzina zostaje śmiertelnie zraniona i zbezczeszczona w swej naturze jako wspólnota miłości oraz w swym powołaniu jako „sanktuarium życia”. Nie należy też pomijać nacisków, jakie są wywierane przez szersze środowisko rodziny i przyjaciół. Nierzadko kobieta jest poddawana tak silnej presji, że czuje się psychicznie zmuszona do wyrażenia zgody na przerwanie ciąży: nie ulega wątpliwości, że w takim przypadku odpowiedzialność moralna spoczywa w szczególny sposób na tych, którzy bezpośrednio lub pośrednio zmusili ją do przerwania ciąży. Odpowiedzialni są także lekarze i pracownicy służby zdrowia, gdy oddają na służbę śmierci wiedzę i umiejętności zdobyte po to, by bronić życia”

        „Wszyscy mamy nieść naszemu bliźniemu posługę miłości, broniąc jego życia i wspomagając je zawsze, a zwłaszcza wówczas, gdy jest słabe i zagrożone. Powinniśmy troszczyć się o nie nie tylko jako jednostki, ale także jako wspólnota, czyniąc z bezwarunkowego szacunku dla życia ludzkiego fundament nowego społeczeństwa”

        „Jesteśmy wezwani, aby kochać i szanować życie każdego człowieka oraz dążyć wytrwale i z odwagą do tego, by w naszej epoce, w której mnożą się zbyt liczne oznaki śmierci, zapanowała wreszcie nowa kultura prawdy i miłości” 

                                                                  Jan Paweł II Encyklika „Evangelium vitae”