Do Poradni Życia Rodzinnego przyszła para bardzo młodo wyglądających ludzi. Dopiero w rozmowie wychodzi, że planują zawrzeć sakrament Małżeństwa po sześcioletniej znajomości.

Ilona jest świeżo upieczoną magister ekonomii, Szymon okazuje się być poważnym architektem z praktyką zawodową. Dobrze wiedzą, czego chcą od swojego małżeństwa, wszystko mają przemyślane. Dużo o sobie wiedzą, bardzo dużo...

Ilona: Wiem, co smakuje mojemu Szymonowi. Jak ugotuję, zawsze mnie chwali.

Szymon: Ja się do gotowania nie nadaję, ale chętnie zmywam. Ilona lubi porządek.

Ilona: On po pracy przychodzi bardzo zmęczony, więc staram się zaproponować jakieś relaksujące zajęcie. Lubimy spacery. Gdy jest więcej czasu, wyciągamy rowery. Byliśmy na kursie tańca. Bardzo lubimy się bawić.

Szymon: Wielogodzinne siedzenie przed komputerem w pracy bardzo mnie męczy i gdyby nie pomysły Ilonki, pewnie zasnąłbym nieraz przed telewizorem.

Powiernik: Z tego, co Państwo opowiadacie, wynika, że stale jesteście razem. Czyżbyście mieszkali ze sobą?

Szymon: Nic podobnego. Ja po pracy jadę do rodziców Ilonki, jesteśmy razem do wieczora. Bardzo dużo ze sobą rozmawiamy.

Ilona: Moi rodzice lubią Szymona. Swoich przyszłych teściów też odwiedzam, ostatnio częściej, bo remontujemy mieszkanie dla nas w ich domu. Po ślubie zamieszkamy na piętrze - oni na dole.

Powiernik: Co uważacie za najważniejsze dla przyszłego małżeńskiego życia?

Szymon: System wartości oparty na naszej wierze.

Ilona: Taki jest nasz wybór płynący z głębokiego przekonania. Tak też zostaliśmy wychowani. Nie wyobrażamy sobie życia bez Boga. Bez przestrzegania przykazań.

Szymon: Wszystkich przykazań. Szóstego też. W opinii niektórych naszych znajomych uchodzimy za dziwolągi.

Ilona: Nam to nie przeszkadza. Przyzwyczailiśmy się. Wiemy, że to jest dobra droga. Ufamy Kościołowi.

Powiernik: Czyli Chrystusowi. Mądrze robicie. Kto dom swego życia buduje na Nim, wnet zobaczy, że nawet gdy spadł deszcz, wezbrały rzeki, zerwały się wichry i uderzyły w ten dom, on jednak nie runął, bo na skale był utwierdzony (Mt 7,25). Na Skale, którą jest Chrystus - innej Skały nie ma, poza Nią są tylko lotne piaski złudzeń. Wielu zakochanych młodych nie chce pamiętać słów z Nowego Testamentu: Nie powołał nas Bóg do nieczystości, ale do świętości. A więc kto to odrzuca, nie człowieka odrzuca, lecz Boga, który przecież daje wam swego Ducha Świętego (1 Tes 4,7n). Nie mają chyba świadomości, że nieczystość ma charakter religijny, a grzechy przeciwko szóstemu przykazaniu są grzechami przeciwko Bogu samemu.

Ilona: Nieswojo nam tylko, gdy ludzie nas pytają: „Czy nie boicie się małżeństwa?"

Powiernik: Jacy ludzie?

Szymon: Nasi znajomi. Dalsza rodzina też.

Ilona: Wie Pani, niedawno wezwała mnie szefowa do siebie na poważną rozmowę. Bardzo ją lubię, to dobra kobieta, w wieku mojej mamy. I mówi mi: „Ty się dobrze zastanów. Po co się pakujesz w to małżeństwo?"

Powiernik: Było Pani przykro?

Ilona: Bardzo. Mówię jej, że spotkałam najlepszego przyjaciela w swoim życiu, że kocham Szymona - ona milczała. Była smutna. Nie przekonałam jej. Dobrze, że więcej już tego tematu nie poruszała.

Szymon: Ja też słyszę naokoło, że po ślubie wszystko się zmieni. Miłość się skończy.

Powiernik: Jak myślicie, dlaczego ludzie tak Wam mówią?

Ilona: Chyba im się małżeństwo nie udało. Są rozgoryczeni. Myślą, że nam też się nie uda.

Powiernik: Z Chrystusem wszystko się udaje! Wszystko! On chce być obecny w życiu małżonków nie tylko na weselu, jak w Kanie Galilejskiej. On chce podążać z nami przez codzienność. W radości i smutku. Mocno trzymając nas za ręce, aż zaprowadzi do samego nieba. To w Nim się niedługo poślubicie. On Was kocha do szaleństwa Krzyża. Im bardziej Mu zaufacie, tym pewniej popłyniecie do wspaniałej przystani. Ta podróż jest fascynująca. Owszem, będą wichry na jeziorze życia, wiele z nich wywołujemy sami, własnym egoizmem. Ale gdy pamiętamy, że w łodzi naszego życia płynie Ten, któremu wichry i jezioro są posłuszne, wystarczy w porę zawołać - a On je uciszy. I znów może być szczęśliwie i bezpiecznie.

Ilonie obficie płyną po policzkach łzy.

Szymon głaszcze ją po dłoni, wzrok ma utkwiony w wiszącym na ścianie krzyżu.

Powiernik: Smutno Pani?

Ilona:
Nie. Tylko jest Pani drugą osobą, która mówi, że można być w małżeństwie szczęśliwym.

Powiernik: Z Chrystusem można! Sakrament Małżeństwa to cudowna, ale prawdziwa obecność pomiędzy nami samego Boga - na wyciągnięcie ręki. Boga Wszechmogącego, Boga, który jest Miłością. Boga, który jest gotowy w każdej chwili podnieść, gdy się potkniemy. Wreszcie, co najważniejsze, Boga, w którym ma początek każda ludzka miłość.

Ilona: Czuję to, zwłaszcza gdy się modlę.

Powiernik: Modlicie się za siebie?

Szymon: Za siebie i ze sobą. Zawsze jesteśmy razem na Mszy świętej.

Powiernik: Życzę Wam, aby małżeńska miłość była Waszą radością. Niech niesie też ona nadzieję tym, którzy jej nie mają. Abyście byli solą ziemi i... światłem świata...

Szymon: Dziękujemy.

Powiernik: Niech Pani wytrze łzy, bo ci na korytarzu się przestraszą, że ja krzywdzę narzeczonych.

Ilona uśmiechnięta, wyciera oczy do sucha.


To radość spotykać młodych ludzi, którzy przy podejmowaniu najważniejszej decyzji swojego życia wsłuchują się w Boże powołanie, na modlitwie oraz w życiu sakramentalnym. Wielu jest niestety takich, którzy chcą po swojemu. Prościej, jak im się wydaje, kierując się pojawiającym się uczuciem, w oderwaniu od Dekalogu. Nierzadko podejmowane przed ślubem współżycie seksualne, często akceptowane przez rodziców, sprawia, że wybór przyszłego współmażonka jest nieodpowiedzialny, uwarunkowany fascynacją cielesną.

Miłość, która się dopiero rodzi, nie ma szansy się rozwinąć. Często nie ma żadnej miłości, jest tylko pożądanie i poszukiwanie przyjemności.

Bardzo smutna jest postawa przełożonej Ilony. Sama nieszczęśliwa, chce uchronić przed zmarnowaniem życia młodą pracownicę. Smutna w swojej bezradności.

A przecież my, należący do Chrystusa, nigdy nie jesteśmy pozostawieni sami sobie.

Choćby nie wiadomo jakie zło było w naszym życiu, ono nie musi trwać. Każdy grzech może być odpuszczony. Każde zranienie wyleczone. Boski Lekarz czeka w sakramencie Pokuty, aby oczyścić i wyleczyć wszystkie nasze rany. Małżeńskie i rodzinne też. To Chrystus uzdalnia do szczerego przebaczenia, na którym można odbudowywać zrujnowaną miłość.

A gdy jest potrzebna ludzka pomoc, znajdą się tacy, którzy tej pomocy udzielą. Doradzą. Wesprą. Trzeba tylko chcieć zrobić pierwszy krok. Nigdy nie jest za późno.

Bóg jest miłością: kto twa w miłości, trwa w Bogu, a Bóg trwa w nim (1J 4,16).

(Imiona moich rozmówców zostały zmienione)