Wizyta w domu zaprzyjaźnionej rodziny. Na progu wita mnie Rafał - maż Krystyny i ojciec trzech panienek: Moniki, Joli i półrocznej Tereski. Uśmiech na twarzach taty i starszych córek  jest zapowiedzią radości, która będzie nam towarzyszyła przez cały wieczór, spędzony w ich gościnnym domu. Nadchodzi Krysia, niosąc na ręku wykąpaną najmłodszą latorośl, która, o dziwo, wcale nie boi się mnie, obcej osoby. Patrzy z zaciekawieniem, jak witam się z jej mamą.

Powiernik: Widzę Rafale, że jesteś otoczony samymi kobietami. Jak się czujesz?

Rafał: Czuję się spełniony. Szczęśliwy.

Krysia: I zapracowany. Bo po pracy zawodowej włącza się we wszystkie obowiązki domowe.

Powiernik: Nie boisz się, że to jest niemęskie?

Rafał: Niemęskie - i nieludzkie zarazem - byłoby, gdybym wszystko zostawił na głowie Krysi. Ona i tak przez cały dzień jest bardzo zmęczona prowadzeniem domu i opieką nad naszą Tereską.

Powiernik: Jak siostry przyjęły pojawienie się maluszka w ich dorosłym świecie. Chodzą przecież do szkoły, mają swoje poważne sprawy, a to maleństwo czasem płacze i trzeba się nim zajmować.

Krysia: Monika i Jola tylko czekają, kiedy siostra zapłacze, żeby móc ją nosić i tulić. Nie pozwalamy, żeby zbyt często brały Tereskę na ręce, bo ona potem będzie tego oczekiwała ode mnie, gdy siostry wyjdą do szkoły.

Powiernik: Zatem wszystko układa się dobrze i radośnie. Warto mieć liczną rodzinę.

Rafał: Byłem jedynakiem: wiem, jak to jest. Cieszę się, że udało nam się zrealizować nasze przedślubne marzenia. Chcieliśmy mieć gromadkę dzieci.

Krysia: Najmłodsze dziecko poczęło się w pięknym czasie w życiu naszej rodziny. Córki przystępowały do Pierwszej Komunii świętej. Był Biały Tydzień i maj - miesiąc Maryi. Modliliśmy się, żeby Bóg powołał naszego nienarodzonego synka na Swoją służbę, żeby został kapłanem.

Rafał: A tu niespodzianka! Kolejna dziewczynka! Może będzie zakonnicą?

Powiernik (zwracając się do gaworzącego maleństwa): Nie wiesz, do czego Bóg cię powołuje, ale On wie, jak odpowiesz na Jego powołanie. On wie, jakiego dokonasz wyboru.

Rafał (wzruszony bierze córeczkę na kolana, mała głośno się śmieje): Oddam Bogu Tereskę, gdy taka będzie Jego wola. Jestem gotowy oddać Mu wszystkie córki.

Powiernik: Teresko. Dobrze ci na kolanach tatusia? Widzę, że bardzo dobrze.

Krysia: Rafał jest taki, jak mój tato. Ja też uwielbiałam siadać na kolanach ojca.

Powiernik: Kochasz Krysiu swojego tatę?

Krysia: Bardzo. Do końca życia będę pamiętać, jak w dzieciństwie przychodziłam do niego. Kładłam mu głowę na kolanach, a on głaskał mnie po włosach. Na zawsze zapamiętam dłonie mojego taty. Duże, ciepłe i spracowane. Szorstkie - a takie delikatne.

Powiernik: Szkoda, że nie wszyscy mają takie wspomnienia z dzieciństwa.

Krysia: Miłość mojego ojca towarzyszy mi przez całe życie.

Powiernik: Wasze córki też mają dobrego tatę.

Rafał (wyraźnie zawstydzony): Nie przesadzaj.

Powiernik: Rafale. Możesz być spokojny, to nie tylko twoja zasługa. Wszelkie ojcostwo pochodzi od Boga. Ile się na Niego otwierasz, tyle łask otrzymujesz. Ty i cała wasza rodzina.

Rafał: Czuwam nad tym, aby nasza rodzina żyła Bogiem. Dużo się modlimy. Wspólnie uczestniczymy w Eucharystii. Najmłodsza córeczka też.

Krysia: Pielgrzymujemy po sanktuariach Maryjnych w Polsce i zagranicą. W ostatnie wakacje byliśmy w Mariazell. Wcześniej byliśmy w Lourdes.

Powiernik: Z niemowlaczkiem?

Rafał: Niemowlaczek spał spokojnie w czasie podróży. Starsze panienki natomiast marudziły, że trasa długa i monotonna.

Krysia: Kochamy i czcimy Maryję. Jest Ona bardzo mocno obecna w życiu naszej rodziny.

Rafał: Monika i Jola należą do wspólnoty Dzieci Maryi. Były latem na rekolekcjach wakacyjnych.

Krysia: Mam wrażenie, że Maryja nas odwiedza i nam błogosławi.

Powiernik: Wy też możecie błogosławić swoje dzieci.

Rafał: Błogosławię je.

Powiernik: Ty jesteś dla nich obrazem Boga, który jest Ojcem. To, jak je kochasz i jak im to okazujesz, ma ogromny wpływ na ich przyszłe życie. Przede wszystkim religijne. Silne darami Ducha Świętego i twoją miłością, będą umiały mężnie przeciwstawiać się pokusom, którymi zaatakuje je świat.

Krysia: Tak. Biedni są ludzie, którzy nie zaznali ojcowskiej miłości.

Ludzie, którzy nie doświadczyli w dzieciństwie miłości dobrego ojca, są okaleczeni. Ich zranienia rzutują na dorosłe życie. Trudno im wziąć odpowiedzialność za drugiego człowieka w miłości. Boją się dorosnąć, choć lat przybywa. Czasem takie zranienia, niewybaczone krzywdy, ciągną się latami. Skutki ich sięgają kolejnych pokoleń.

Ale czy my, należący do Chrystusa - najlepszego Lekarza, jesteśmy skazani na poranione życie? Żadną miarą. Jeżeli nawet w naszym dzieciństwie zabrakło przy nas dobrego ojca, mamy najlepszego - Ojca Niebieskiego. Ps 27,10 zapewnia: Choćby mnie opuścili ojciec mój i matka, to jednak Pan mnie przygarnie. Możemy wpatrywać się w Jego Oblicze, bo jak mówi Pan nasz, Jezus Chrystus: Kto Mnie widzi, widzi także i Ojca. Wierzcie Mi, że Ja jestem w Ojcu, a Ojciec we Mnie (J 14,8.11).

Szukam, o Panie, Twojego oblicza, Twojego oblicza nie zakrywaj przede mną (Ps 27,8). I znajduję je na kartach Pisma świętego, w modlitewnym zasłuchaniu i adoracyjnym zapatrzeniu.

Pan Jezus cierpliwie (szanując naszą wolność i nie zawsze pełną gotowość na przyjęcie tego daru) leczy duchowe zranienia w sakramencie Pokuty i w Eucharystii. Działa zwłaszcza wtedy, gdy zgodnie Go o to prosimy w modlitwie wstawienniczej Kościoła.

(Imiona wszystkich moich rozmówców zostały, na ich prośbę, zmienione)