Urszula to dziarska, wykształcona kobieta, prowadząca własna firmę. Właśnie wróciła z odwiedzin u swojej dorosłej córki, mieszkającej czasowo w Danii. Jest dumna, że Iza, stypendystka zachodniej uczelni, w dobrym stylu obroniła doktorat z mikrobiologii. Radośnie opowiada o perspektywach naukowych swojej córki na uniwersytecie w Kopenhadze.

Urszula: Wie pani, jaka u nas zapaść w nauce. Ciągły brak pieniędzy na badania, niskie płace pracowników. Iza jest zdolna, odbywała w czasie studiów staże zagraniczne. Zaproponowano jej wyjazd do Danii. Bez wahania się zgodziła. Tam są perspektywy. Nie to co u nas.

Doradca: Córka nie tęskni za Wami?

Urszula: Na początku było jej bardzo ciężko. Tęskniła. Nie mogła się przyzwyczaić do nowego życia. Dobrze, że mamy internet. Codziennie kontaktowałyśmy się ze sobą.

Doradca: A jak jest teraz?

Urszula: Iza szybko odnalazła się w nowych warunkach. Jest zadowolona. Myśli o pracy w Danii, może nawet na stałe.

Doradca: A Pani i mąż ?

Urszula: Już się o nią nie boję, a mąż zawsze w naszą Izę wierzył, że da sobie radę.

Doradca: Jak córka się czuje sama wśród obcych ludzi?

Urszula: Iza nie jest sama. Jest tam ze swoim chłopakiem. On się nią opiekuje, to dobry człowiek.

Doradca: Zna Pani tego mężczyznę ?

Urszula: Tak, poznałam go podczas pierwszych moich odwiedzin u Izy. Zresztą, nie obyło się wtedy bez wpadki z mojej strony.

Doradca: Co się wydarzyło?

Urszula: Zaraz, jak weszłam do ich domu, zaczęłam krytykować kolor mebli. Ja mam taki „szybki język". Było niezręcznie. Po tamtej wizycie postanowiłam, że nie będę się więcej wtrącać. Nie chcę być upiorną teściową.

Doradca: To córka jest mężatką?

Urszula: Nie. Oni nie mają ślubu.

Doradca: Ale mieszkają ze sobą. Żyją w konkubinacie.

Urszula: No...Tak.

Doradca: Pani akceptuje taki związek córki?

Urszula: Wie Pani, kiedyś to byłam takim związkom nawet przeciwna.

Doradca: A jak jest teraz?

Urszula: Teraz widzę to nieco inaczej. To jest wybór mojej Izy. Ona wie, co robi. Jest wykształcona, ma swoje lata. Zresztą, wielu tak żyje. Ja nie będę się wtrącać.

Doradca: Wiem, że jest Pani osobą wierzącą. Czy Pani nie czuje się w obowiązku upomnieć swoje dziecko, że takie życie jest ciężkim grzechem?

Urszula: Przecież Iza jest dorosła, mądra. To jej życie. Wie co robi.

Doradca: Pani córka z pewnością ma dużą wiedzę z mikrobiologii, ale nie jest to mądrość. Ona żyje bez łaski uświęcającej. Nic dobrego z tego nie będzie. Może to Pani, jako matka, powinna córce przypomnieć, że na grzechu szczęścia nie da się zbudować. Nie sądzi Pani?

Urszula: Dlaczego ja?

Doradca: A kto?

Urszula, dotąd radosna, posmutniała. Spuściła głowę .Zapadło długie milczenie.

Doradca: Widzę, że jest Pani przygnębiona. Czuje się Pani bezradna?

Urszula nic nie mówi. Znam ją, nie jest tchórzliwą kobietą, ale wygląda w tej chwili na przestraszoną.

Doradca: Pani Urszulo, Pani dziecko jest w potrzebie. Ono potrzebuje matki, która kocha, ale kocha mądrze. Córka błądzi. Czyż nie Pani ma jej o tym powiedzieć?

Jesteśmy rodzicami z woli Boga. Przejmując nasze dzieci jako Jego wyjątkowy dar, mamy też wobec Niego zobowiązanie katolickiego ich wychowania. Inna jest wychowawcza rola rodzica małego dziecka, inaczej się ją podejmuje wobec dziecka dorastającego, a jeszcze inaczej wobec dorosłego. Jednak nawet to dorosłe pozostaje naszym dzieckiem. Kochający rodzic upomina swoje dziecko, gdy ono grzeszy. Bóg nakazuje rodzicom:

Kto miłuje swego syna, często używa na niego rózgi,
Aby na końcu mógł się nim cieszyć. Syr 30,1

Czasem potrzeba wobec swoich dzieci użyć rózgi prawdy, nie wolno nam milczeć! Kto milczy, zdaje się zgadzać. Starożytni Rzymianie stawiali sprawę wręcz drastycznie: Peccantem puerum quisquis non corrigit, odit - Kto nie karci dziecka, które zawiniło, ten je nienawidzi.

Ćwicz syna, dopóki jest nadzieja,
Nie doprowadzaj go do śmierci. Prz 19,18

Pierwszą i podstawową troską katolickich rodziców ma być troska o zbawienie naszych dzieci - o to, by nie zaznały śmierci duchowej, śmierci wiecznej. Dla tej wielkiej sprawy w imię „świętego spokoju" nie wolno nam przymykać oczu na ewidentny grzech. To nasz rodzicielski obowiązek wobec samego Boga, który powierzył nam dzieci, aby wzrastały w naszych rodzinach, jak Jezus w Świętej Rodzinie, czyniąc postępy w mądrości, w latach i w łasce u Boga i u ludzi. Łk 2,52

Kto, jak nie my, rodzice, ma im przypominać, że bez Chrystusa, bez przestrzegania Bożych przykazań nie ma szczęścia na ziemi i zbawienia w wieczności. Nie jest to zadanie łatwe, ale Pan nas wspiera, zwłaszcza gdy my, rodzice i małżonkowie, prosimy Go na modlitwie o odwagę i łaskę rozeznawania dobra. Wszak obiecał:

Jeśli dwóch z was na ziemi zgodnie o coś prosić będzie, to wszystko otrzymają od mojego Ojca, który jest w niebie. Bo gdzie dwaj albo trzej zebrani są w imię moje, tam jestem pośród nich. Mt 18,19

(Imiona obu kobiet zostały zmienione)