Minął maj, miesiąc w szczególny sposób poświęcony Matce Boga. Nie jest przypadkiem, że właśnie w maju pamiętamy o naszych mamach, polecając je Maryi. Dla pani Stanisławy - wyjątkowej matki - „maj” trwa przez całe życie.

Doradca Życia Rodzinnego: Mieszka Pani w Parafii św. Stanisława, nosi Pani jego imię. Pani mąż też miał na imię Stanisław. To nie może być przypadek, że Pani tutaj przyjechała. Zechce pani opowiedzieć coś więcej o sobie i swojej rodzinie.

Stanisława: Chętnie opowiem o swoim życiu. Nie mam nic do ukrycia. Urodziłam się 3 maja, w Uroczystość NMP Królowej Polski. Odkąd pamiętam, już w dzieciństwie miałam wielką miłość do Matki Najświętszej, bardzo lubiłam się modlić na Różańcu. Jako mężatka przez wiele lat byłam zelatorką kółka różańcowego w naszej parafii.

Doradca: Pamięta Pani swój ślub?

Stanisława: A pamiętam, to było 13 września1952 roku, w rocznicę objawień fatimskich. Była niezbyt ładna pogoda. Do kościoła jechaliśmy bryczką. Omijaliśmy duże kałuże.

Doradca: Czy pamięta Pani, jak ksiądz, w imieniu Boga, zadał Wam pytanie: Czy chcecie z miłością przyjąć i po katolicku wychować potomstwo, którym was Bóg obdarzy?

Stanisława: Pamiętam… marzyłam o licznej rodzinie.

Doradca: Ma pani piękną rodzinę. Przekazaliście Państwo, jako rodzice, życie dziesięciorgu dzieciom.

Stanisława:
Przyjmowałam nasze dzieci z radością, choć z pewnym drżeniem. Pierwszy syn ma na imię Jerzy. Jeszcze jak byłam panną, chciałam, żeby mój syn miał tak na imię - bardzo mi się ono podobało.

Doradca: A kolejne dzieci?

Stanisława: Drugi syn ma na imię Ryszard, potem urodziła się córka Anna, kolejnym synem jest Zbyszek, potem jest Piotr, po nim narodził się Wojtek.

Doradca: Wybieraliście dla swoich dzieci piękne imiona. A następne dzieci?

Stanisława: Po Wojciechu jest Sławomir. Kolejnym dzieckiem jest Krystyna, potem urodził się Marek, a po nim była jeszcze Małgorzata.

Doradca: Trzy córki i siedmiu synów. Duża gromadka.

Stanisława: Najstarszy ma 56 lat, a najmłodsza 36 lat.

Doradca: Z pewnością starsze dzieci pomagały w pielęgnacji najmłodszych i w pracach domowych.

Stanisława: A pewno, że pomagały. Mąż rano wyjeżdżał do pracy, a ja musiałam zająć się wszystkim. Dzieci starsze włączały się w pomoc przy gospodarstwie (mieliśmy 6 hektarów) pomagały mi też w domu. Wielkich szkół nie skończyły, ale pozakładały rodziny. Mam 25 wnuków, jedna wnuczka zmarła po ciężkiej chorobie. To są pracowite dzieci, uczą się, studiują.

Doradca: Pamięta Pani, jak przeżywaliście w swojej rodzinie święta?

Stanisława: Święta były radosne, pełne gwaru. Mocno przeżyliśmy zwłaszcza peregrynację obrazu Matki Bożej w naszej Parafii. Wymalowałam nasz dom na przyjęcie Maryi, wysprzątałam wszystkie pokoje. Przystroiliśmy nasz dom. Poszliśmy z mężem i dziećmi – wszyscy świątecznie ubrani - do naszych sąsiadów, wniosłam obraz w uroczystej procesji do naszego domu. Do dziś pamiętam, jak szłam z Maryją. Cały dzień spędziliśmy na modlitwie. To było wielkie święto.

Doradca: Co jeszcze wspomina Pani z tamtych lat?

Stanisława: Budowę kościoła w naszej parafii. Mąż kierował tą budową. Dostarczaliśmy nasz kamień na podmurówki. Bardzo to angażowało naszą rodzinę, dzieci też pomagały, jak umiały. Trochę się bałam, czy mąż podoła, ale wszystko się z Bożą pomocą udało. Kościół został poświęcony Matce Bożej Częstochowskiej.

Doradca: Pani ma w wielkiej czci Matkę Najświętszą. Widzę tutaj na ścianie obraz Niepokalanego Serca NMP.

Stanisława: Ten obraz dostałam od swoich rodziców w prezencie ślubnym. Już stracił trochę kolor, ale jest ze mną wszędzie tam, gdzie jestem. Gdy po śmierci męża przeprowadziłam się do Żor (dzieci już wcześniej na Śląsk przyjechały), do swojego nowego mieszkania weszłam z Maryją na tym obrazie. Powiesiłam go na ścianie. Odtąd byłam już u siebie. Choć wszystko było nowe i obce, nie bałam się, bo była ze mną Matka Najświętsza.

Doradca: W Pani życiu na pewno nie wszystko jest radosne.

Stanisława: Martwię się jednym z moich dzieci - w małżeństwie doszło do rozwodu, oboje żyją w nowych cywilnych związkach. A ich dzieci się marnują…

Doradca: Boli to Panią?

Stanisława: Bardzo mnie to boli, bardzo… Ich piętnastoletni syn nie spowiadał się od czasu Pierwszej Komunii św. Nie ma go kto doprowadzić do Boga. Próbowałam go namówić, żeby przystąpił do sakramentu Spowiedzi, obiecał mi … ale nie poszedł. Najstarsza ich córka ma osiemnaście lat i żyje bez ślubu z jakimś mężczyzną. Marnują się te dzieci. Boli mnie to. Modlę się o ich nawrócenie. Modlę się za wszystkich znajomych, za szafarzy i księży, i o nowe powołania kapłańskie.

Doradca: Pamięta Pani o wszystkich. Wiele spraw w życiu naszych bliźnich wymaga wsparcia modlitwą. Tyle jest teraz nieszczęśliwych, pogubionych rodzin. Wielu małżonków nie chce, wręcz boi się mieć dzieci.

Stanisława: Nasi sąsiedzi dziwili się nam i martwili się o nas, czy damy sobie radę bo mamy tyle dzieci. My cieszyliśmy się nimi. Pracy było dużo, ale dzieci były zdrowe, nigdy nam nie zabrakło jedzenia ani innych potrzebnych rzeczy. Bóg był dla nas łaskawy. A Matka Najświętsza szła przez życie z nami. Wie pani, ja jeden poród miałam bardzo ciężki, dwa dni się męczyłam, w końcu pojechałam na izbę porodową. Rodziłam i odmawiałam na głos różaniec. Matka Boża była przy mnie. Syn szczęśliwie przyszedł na świat.

Doradca: Było w Waszej rodzinie dużo miłości, bo był w niej Bóg. I jest nadal.

Stanisława: Ja teraz postanowiłam, miałam takie natchnienie, i wszystkim swoim dzieciom i chrześniakowi kupiłam różańce. Poświęciłam je. Rozdałam już osiem. Zostały mi trzy ostatnie. Proszę dzieci, żeby się na nich modliły.

Doradca: Ma Pani 77 lat, jak z Pani zdrowiem?

Stanisława: Sama przy sobie wszystko zrobię. Dzieci chciały mnie zabrać do siebie, ale ja chcę mieszkać sama. Pomagają mi w cięższych pracach domowych, córka robi mi zakupy. Nie chodzę już do kościoła, co miesiąc przychodzi do mnie ksiądz, a każdej niedzieli świecki szafarz przynosi mi Komunię świętą. Ja choruję na cukrzycę i na serce. Dawniej po kilka razy w miesiącu zabierali mnie do szpitala. Od trzech lat, dzięki przyjmowaniu Ciała Pana Jezusa, ani razu nie byłam w szpitalu. To taka wielka łaska.

Doradca: Dziękuję Pani za budujące świadectwo. Polecam Pani modlitwom rodziny naszej Parafii.