John Eldredge, Dzikie serce

proboszcz

4 stycznia 2009

John Eldredge, Dzikie serce
(Oficyna Wydawnicza „Logos”)

        Książka, jak to prowokacyjnie zapowiada autor już w jej nadtytule, ma ambicję zachęcić mężczyzn, i młodych, i starych, do odkrywania prawdziwej męskości, to jest ducha mężczyzny, jakiego zamyślił dla niego Bóg. No bo ostatnio bywają liczni z nich z męskością na bakier.

       Autor zauważa, że zbyt już długo apele chrześcijaństwa, kierowane do mężczyzn, ograniczały się w ostatecznym rozrachunku tylko do bycia „porządnym i miłym facetem”. Nic dziwnego, że wielu mężczyzn jest „zmęczonych Kościołem do łez”. Autor twierdzi, że z zapałem godnym lepszej sprawy, duszpasterze, pewnie nieświadomi samego sedna problemu, wykorzeniają w mężczyznach naturalny, bo zakodowany w nich przez Stwórcę instynkt herosów. Rzecz w tym, by mężczyźni wreszcie, także w Kościele, odnaleźli swoje wielkie życiowe bitwy, przygodę i piękno.

        Ewa została stworzona w obrębie bujnego piękna rajskiego ogrodu. Natomiast Adam poza rajem, na pustkowiu. Został ci on powołany do życia, gdy „żadna trawa polna jeszcze nie wzeszła”. Zaistniał w nieoswojonej części stworzenia i dopiero później Bóg zaprowadził go do Edenu. Od tego czasu chłopcy nigdy nie są domatorami, a w mężczyznach płonie nienasycone pragnienie odkrywania. Mężczyzn nęci powrót do otwartej przestrzeni. Na niej większość z nich czuje przypływ sił żywotnych. Gdzie Mojżesz spotkał żywego Boga? W handlowym centrum? Wiadomo, że nie tam. Bo został Mojżesz odnaleziony przez Boga gdzieś tam na pustkowiach Synaju, z dala od wygód Egiptu. Także Jezusa na pustynię wyprowadził Duch Święty. Już wcześni celtyccy chrześcijanie Ducha Świętego nazywali Dziką Gęsią. Bo oni wiedzieli, że podążanie za Nim oznacza wielką przygodę. Ale cóż, wielu mężczyzn dzisiejszej doby … przygody się boi – bo a nuż nie sprosta jej wymogom. Ale przed tym nie można uciec, bo jest coś dzikiego w sercu każdego mężczyzny. I ta dzikość jest dobra!

        Dalej autor podejmuje inny wątek. Otóż zauważa, że nic tak nie inspiruje mężczyzny jak piękna kobieta. Czyż nie? Ona sprawia, że gotów jest przeskakiwać bariery, zdobywać zamki. I zadaje autor każdemu mężczyźnie pytanie: Czy doszedłeś już do wniosku, że twoja pasja do ratowania Pięknej jest dobrą rzeczą, że jest częścią twojego odwiecznego przeznaczenia.

        Ale powyższe to tylko podkład do najgłębszego powołania mężczyzny. Mianowicie musi on znaleźć w sobie miejsce dla wojownika – tegoż musi go w sobie ciągle ożywiać, by w nim nie obumarł . Wojownik ów ma być ostry, wyszkolony, zahartowany. Mężczyzna musi poznać swe miejsce w bitwie. W czyjej? W bitwie Boga. W bitwie z kim? Z szatanem, który ustawicznie wszystkim wokół nas manipuluje. Który ma armię mniej lub bardziej świadomie oddanych mu sługusów. Tak! Mężczyzna musi stać się żołnierzem Chrystusa! Bez tego nie przeżyje on w pełni swego powołania do męskości, I do tego autor gorąco przekonuje w swej głośnej książce.

        Przeczytałem i gorąco polecam!