Na spontana, czyli jak powiedzieć Bogu o tym, co we mnie „siedzi”

proboszcz

28 czerwca 2010
        Modlitwa spontaniczna to po prostu modlitwa własnymi słowami. Przychodzimy do Boga i mówimy Mu o tym, co w nas jest. Są dni, gdy trwamy w nieustannym uwielbianiu Pana, a czasem klękamy ze łzami w oczach i przepraszamy za popełnione zło. Nie mają to być więc wydumane, piękne słowa, ale modlitwa prosta i pokorna. Kiedy miałeś fatalny dzień, to opowiedz o tym Bogu, gdy martwisz się o kogoś, poproś Jezusa, by czuwał nad tą osobą, gdy w twoim sercu żyje Bóg, uwielbiaj Go.

        Ktoś powie: łatwo się mówi, ale gdy mam cokolwiek powiedzieć, to dostaję gęsiej skórki i słowa nie umiem z siebie wydusić… Bo tak to już jest, że jedni mogą gadać i gadać, a inni wręcz przeciwnie. Należy jednak pamiętać, że modlitwa jest darem i jednocześnie trudem. Trzeba się jej uczyć, trzeba się w niej ćwiczyć, by mogła stawać się coraz doskonalsza. Osobom, dla których modlitwa spontaniczna w grupie jest nowością, trudno jest przełamać swoją nieśmiałość, skrępowanie czy lęk przed tym, co pomyślą inni. A jak już w ogóle się odezwą, to najpierw w myślach układają poszczególne zdania, żeby powiedzieć to jak najpiękniej. A nie o to chodzi. Modlitwa ma płynąć prosto z serca i nawet jeśli powiesz zdanie niepoprawnie, to Bóg z pewnością zrozumie, o co ci chodziło.

        Zacznijmy od modlitwy uwielbiania – tej najdoskonalszej, ale i najtrudniejszej. Bo w niej skupiamy się tylko na Bogu i po prostu się Nim cieszymy. Jego pięknem, dobrem, mocą, miłosierdziem. By kogoś wielbić, to trzeba go kochać! Często chłopak mówi swojej ukochanej: jesteś moim skarbem, życiem, jesteś taka cudowna, wspaniała, piękna, po prostu cię uwielbiam…. Jeśli prawdziwie żyje w tobie Bóg, jeśli jest dla Ciebie kimś ważnym, to aż same usta będą się rwały do tego, by powiedzieć Mu, jaki jest cudowny….Czasem nie umiemy uwielbiać Boga, bo uważamy, że to nas przerasta, że nie potrafimy albo że zgrzeszyliśmy i już nie jesteśmy godni Go wielbić. Przyczyną braku postawy uwielbienia może też być przekonanie, że mamy tyle problemów, a życie jest takie ciężkie i za co tu uwielbiać albo że teraz mamy kryzys wiary i musimy przeczekać, aż będzie lepiej.

        Wszystkie te postawy łączy jeden mianownik: JA sam. Tymczasem warto sobie uświadomić, że Bóg jest zawsze godzien uwielbienia: nie ze względu na to, jak wygląda moje życie (choćby było największym bagnem), ale dlatego, że On jest Miłością.

        Z modlitwą dziękczynienia też często u nas nie jest tak łatwo. Jak czegoś potrzebujemy, to od razu biegniemy do Boga, ale jak mamy potem podziękować, to już się zaczyna, że to przecież nasza zasługa, że się nam coś udało albo że się nam po prostu coś należało. A tu pojawia się piękna prawda o tym, że dziękczynienie nie tylko ubogaca tych, którym dziękujemy, ale i nas samych. Uczy nas bowiem docenić trud, bezinteresowność, zaangażowanie innych. Uczy nas pewnych wartości i pokazuje, że jesteśmy dla kogoś ważni. Bo my często nie doceniamy tego, co mamy, i potrafimy wymieniać rzeczy, których wciąż nam brak.

        Warto się dziś zastanowić i podziękować za to, co dla nas takie oczywiste, a co nie wszyscy mają: sprawne ciało, ciepły obiad, możliwość uczenia się, pracowania, przebywania z bliskimi… Niech przedmiotem naszego dziękczynienia będzie każda radość, każdy trud, każde wydarzenie.

        I jeszcze kilka słów na temat modlitwy prośby. Aby zostać wysłuchanym, trzeba w odpowiedni sposób prosić: z pokorą, wiarą i wytrwałością. Ludzie denerwują się, kiedy się im naprzykrza i prosi o coś. Boga nie drażni nasze natręctwo. Wręcz przeciwnie, cieszy się z naszej wytrwałości. 

        Modlitwą spontaniczną, oprócz indywidualnej praktyki w domu, można modlić się w dolnym kościele w każdy poniedziałek po Mszy św. wieczornej razem ze wspólnotami naszej parafii. Zapraszamy wszystkich, którzy kochają Boga, potrafią powiedzieć „przepraszam”, gdy popełnią zło, podziękować za wszelkie dary i uwielbić Go.