Spowiedź jako węzeł miłości

proboszcz

3 listopada 2010
        Czym jest dla mnie spowiedź? Jest wyznaniem przed moim przyjacielem Jezusem wszystkich moich błędów, proszeniem Go o przebaczenie i o jedną z kolejnych szans na poprawę. Wiem to teraz, kiedyś nie było to takie łatwe. Spowiedź była według mnie rzeczą narzuconą przez Kościół, tak jak grono różnych innych „dziwnych rzeczy”, ale formacja w Ruchu Światło-Życie wiele dała, zaowocowała i teraz rozumiem, jaki jest sens tego sakramentu.

        Zaletą spowiedzi rekolekcyjnej, według mnie, jest to, że nie czuję żadnych barier dzielących mnie i Jezusa. Jest rozmową o moich błędach, grzechach, a nieraz problemach i uczuciach, ale staram się pamiętać, po co tak naprawdę tam przychodzę. Głównym i najważniejszym celem spowiedzi świętej jest odpuszczenie grzechów. Jeśli ksiądz nie pomoże Ci z problemami, to nic. Jeśli trwamy z Jezusem, problem prędzej czy później sam się rozwiąże. Natomiast w spowiedzi najważniejszy jest moment, gdy ksiądz mówi: I ja odpuszczam tobie grzechy w Imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Właśnie po to, by usłyszeć te słowa, tak naprawdę tam przychodzimy.

        Na tegorocznych rekolekcjach bardzo poruszyła mnie przedstawiona nam pantomima dotycząca sakramentu pokuty i pojednania, gdzie każda osoba grająca w niej była związana z Jezusem symbolicznym sznurkiem. Szatan niestety znał słabości tychże ludzi i stawiał przed nimi wielorakie pokusy. Gdy człowiek dał się skusić szatanowi, ten odcinał sznurek, a ta osoba grzeszyła, nie przejmując się na ten czas konsekwencjami. Człowiek, który uświadomił sobie już swój błąd, podchodził do konfesjonału i spowiadał się. W ten sposób Jezus wiązał z powrotem sznurek łączący grzesznika z Bogiem. 

        To jest wspaniałe, że Jezus nie zostawia nas na pastwę losu, daje nam spowiedź jako związanie z powrotem tego „sznurka” i jednocześnie z każdym takim węzełkiem zbliża nas do siebie. Sznurek robi się coraz krótszy, a więź między Nim a mną coraz mocniejsza. 

        Od czasu moich pierwszych rekolekcji czuję za każdym razem wielką ulgę, gdy odchodzę od konfesjonału. Czuję, że dostaję nowe siły do walki duchowej z szatanem. Moje wszystkie grzechy zostają mi odpuszczone i mam wielkie pragnienie zmieniać się i dawać świadectwo nowego, czystego człowieka i zbliżonego o jeden węzełek względem Boga. 

        I za to, że Bóg jest tak wspaniały, bo daje nam sakrament pokuty i pojednania: chwała Panu!