Żal nie-marnotrawny

proboszcz

9 lipca 2011
Czym jest żal? Można odczuwać go bardzo po ludzku, żałując źle zainwestowanych pieniędzy, splamionej kawą sukienki, przypalonego dywanu czy zmarnotrawionego czasu. Żal możemy kierować też do drugiego człowieka, bo nas skrzywdził. Być może zawiódł nasze zaufanie, niesłusznie oskarżył, a może nawet z nas zadrwił czy pozbawił czegoś dla nas niezwykle cennego. W takich sytuacjach trudno nam zdobyć się na odrobinę miłosierdzia. Często nie chcemy przyznać, że grzesząc postępujemy w ten sam sposób, nie zawsze koniecznie wobec drugich, ale na pewno wobec Boga.

Skrucha i pokora

Wydawałoby się, że w relacji z Panem Bogiem jesteśmy w o wiele lepszej sytuacji, niż to jest z bliźnimi. On przecież w swojej miłości jest w stanie wybaczyć nam wszystko. To jednak nie dzieje się nigdy tak po prostu. Bóg oczekuje od nas nie czego innego, jak właśnie żalu. Oczywiście nie tego związanego z poczuciem braku czegoś, nie żalu do innych czy nawet do własnej osoby, ale żalu nad naszym niegodnym postępowaniem i wypływającymi z niego konsekwencjami. W prosty sposób ujęła to Asia, dla której żal za grzechy jest odczuwaniem skruchy za popełnione przewinienia i chęcią ich poprawy. Bardzo dobrze, jeżeli w tej chwili wysuwa się nam przed oczy słynny obraz Rembrandta. Tak, jak przedstawiony na nim syn marnotrawny, to my musimy przyjść do naszego Ojca, w pokorze uklęknąć.

W strachu lub…

Mając na uwadze przypowieść ewangeliczną, zwykle zastanawiamy się nad motywacją towarzyszącą powrotowi syna. Zapewne nie był nią żal doskonały. A jednak wystarczyło to, by ojciec przyjął syna z miłością. Nasz żal też często jest żalem, który Mati postrzega jako trochę niedojrzały. Po I Komunii Świętej żal za grzechy był głównie związany ze strachem. Myślałem sobie: „znów nagrzeszyłem, będę musiał spojrzeć przez „kratki” w oczy księdzu i powiedzieć to wszystko, a ksiądz na pewno mnie potem rozpozna w kościele… – wspomina dzisiaj. Bywa, że bardzo trudno jest wtedy przystąpić do sakramentu pokuty i pojednania. Odczuwanie popełnionego przez nas zła potęguje się, gdy w konfesjonale nie dostrzegamy przebaczającego Jezusa, a jedynie srogiego kapłana, w nas samych natomiast nad pragnieniem pojednania z Bogiem dominuje lęk i wstyd.

…z miłości

Żal niedoskonały nie jest jednak niczym złym. Jego zadaniem jest przyprowadzić nas do konfesjonału. Żal doskonały pojawia się nieco później, wraz z głębokim uświadomieniem sobie prawd ewangelicznych. Dla Matiego pomocna była przynależność do wspólnoty oazowej. Oaza bardzo rozwinęła moją wrażliwość. Bóg był Ojcem miłosiernym, który mnie przyjmował, gdy tylko się opamiętałem i chciałem z Nim rozmawiać. Żal za grzechy stał sie bólem serca, gdy tylko spojrzałem na krzyż, ogarniało mnie poczucie takiego zakłopotania w świetle Jego poświęcenia dla mnie, który „(…) nawet nie otworzył ust swoich. Jak baranek na rzeź prowadzony” (Iz 53, 7) – mówi. Ofiara Jezusa nie jest już tylko zasłyszaną w kościele historią, którą przyjmujemy za prawdę albo zaledwie za prawdę potencjalną, ale rzeczywistością, która nieustannie dzieje się na nowo podczas każdej Eucharystii. Żałujemy, na co zwróciła uwagę Asia, bo Go obraziliśmy. Taki żal wynika zarówno z miłości do Boga, jak i niemal namacalnie odczuwanej miłości Boga do każdego z nas.

Życie w prawdzie

O wiele mniej straszna wydaje się wtedy spowiedź. Oprócz oczyszczenia z grzechów zawiera w sobie także element spotkania, które służy podtrzymaniu relacji z Bogiem,  jest naszym wkładem w zachowanie przejrzystości tej relacji, jest, jak zauważa Mati,  stanięciem w świetle prawdy krzyża własnego grzechu, upadku..czasem nawet jest żalem, że znów upadamy w tym samym.

Gdy żalu brak, tracimy również uzasadnienie wysiłku, który należy włożyć w swoje życie duchowe. W konsekwencji czujemy się niegodni Boga, oddalamy się od życia wspólnotowego, pojawia się rozgoryczenie, aż w końcu stajemy się obojętni na grzech.  Trwać jednak warto, bo duchowe upadki są trudne, ale wiem, że bez Boga nie potrafię żyć, dlatego pragnę się poprawić – dzieli się Asia, a dalej mówi – Jako dziecko Boże pamiętam również o tym, że własnym życiem daję świadectwo wiary, co też  daje mi motywację do pracy nad sobą.

Dokładnie tak, niezależnie od tego czy jest doskonały czy jeszcze nie do końca, żal ma nas motywować, jest swego rodzaju mechanizmem naszego sumienia, który uruchamia się, gdy na drodze do zbawienia tracimy cel z oczu. Budzi pragnienie zrzucenia ciężaru grzechu, by, wzorem syna marnotrawnego, móc wreszcie wtulić się w miłosierdzie Ojca.