Kochać to znaczy powstawać, czyli żal za grzechy

proboszcz

9 lipca 2011
Jest taka pieśń oazowa: Ciągle zaczynam od nowa, choć czasem w drodze upadam, wciąż jednak słyszę te słowa, kochać to znaczy powstawać… I o ile z upadku takiego zwyczajnego łatwo jest się podnieść, o tyle upadek duchowy wydaje się być bardziej skomplikowany. Obrażenia na ciele zwykle do wesela się goją. Te duchowe czasem trudno jest zaakceptować, jakby nawet nie chcemy ich zauważyć, choć w życiu ich nie brakuje.

Nikt nie czuje się dobrze, gdy uczyni coś złego. Bo właśnie zło przez nas popełnione jest bolesnym upadkiem duchowym. Na ciele nie ma żadnych śladów, natomiast dusza jest mocno poraniona. Skoro jednak kochać to znaczy powstawać, od czego zatem mogę rozpocząć moje powstawanie? Przede wszystkim od uświadomienia sobie dlaczego upadłem, od odszukania źródła upadku, a więc od rachunku sumienia. O nim mówiliśmy wcześniej, ale jest on warunkiem pójścia dalej w naszym „powstawaniu”.

Żal za grzechy

Kiedy już wiem dlaczego upadłem, to ważne jest, aby spojrzeć na to, co dzieje się ze mną, kiedy myślę o tym konkretnym, popełnionym grzechu. To spojrzenie pozwala mi przejść do drugiego etapu „powstawania” – żalu.

Czym jest żal za grzechy? Katechizm Kościoła Katolickiego podaje, że „wśród aktów penitenta żal za grzechy zajmuje pierwsze miejsce” (KKK 1451). Jest warunkiem dobrej spowiedzi i uzyskania rozgrzeszenia. Skąd jednak mogę rozpoznać w sobie, że żałuję? Katechizm w tym samym punkcie podaje: „Jest to ból duszy i znienawidzenie popełnionego grzechu z postanowieniem niegrzeszenia w przyszłości” (KKK 1451). Prorok Ezechiel pisze o obrzydzeniu, jakie ludzie będą czuli do samych siebie z powodu swoich grzechów i z powodu swoich obrzydliwości (Ez 36,31). Moje „powstawanie”, przez obrzydzenie sobie grzechu i zła, ma być początkiem nowego życia we mnie – nawrócenia. Żal za grzechy automatycznie włącza próbę unikania grzechów, skierowania się ku Bogu, który jest źródłem wszelkiego dobra, a bez którego niemożliwe jest moje trwałe „powstanie”. I to właśnie jest istota żalu za grzechy.

Dlaczego żałuję?

Żal za grzechy może być dwojaki. Jeśli boli mnie serce, ponieważ zawiodłem siebie – bo pozwoliłem sobie na grzech albo inni, patrząc na mnie, widzą, że nie jestem dobry – to taki żal jest żalem niedoskonałym. Kieruje mną egoizm, strach przed karą ludzką, ale też i ze strony Boga. Boję się, że za to, co zrobiłem, zostanę ukarany.

Jeśli natomiast, żal wypływa z wiary i miłości do Boga, a także świadomości, że zlekceważyłem Go, odszedłem od Niego, zapomniałem o Nim, a jednak pragnę być znowu blisko – wtedy mówimy o żalu doskonałym. Jest mi smutno, ponieważ obraziłem i straciłem najlepszego Przyjaciela – Boga.

Zarówno żal doskonały, jak i niedoskonały są darami Boga. Mają być takim poruszeniem serca przez Ducha Świętego, by dostrzec upadek, ale przede wszystkim są wzbudzeniem pragnienia do „powstania”. Próbą podjęcia walki o siebie, o swoją przyjaźń z Bogiem.