List z Afryki od naszej parafianki, s. Urszuli Wyrwy

proboszcz

9 lipca 2011
Kochani,

przesyłam najserdeczniejsze pozdrowienia z Livingstone w Zambii. Sporo czasu minęło od mojego ostatniego listu i mam brzydkie podejrzenia, że ktoś sprytnie przyspiesza wskazówki zegara.

Po miesięcznej nieobecności w Zambii (no cóż, musiałam zawitać do sąsiedzkiej Botswany i Zimbabwe), wróciłam do niej jak do domu z wielkim utęsknieniem. O, jak wielka była moja radość, gdy moje siostry we wspólnocie przywitały mnie prawdziwym bombardowaniem – wieściami, pytaniami i oczywiście radosnym okrzykiem: „No, wreszcie jesteś z nami!”. Tak, dobra wspólnota to prawdziwy dar i błogosławieństwo, za które nie przestanę dziękować Dobremu Bogu.

I się zaczęło: „Mamy dla Ciebie niespodziankę, zobacz, co stoi przy garażu!” Oczom nie mogłam uwierzyć, SAMOCHÓD! Dla tych, którzy są nieusatysfakcjonowani wyrazem: „samochód”, dodaję, że jest to HILUX SURF 4X4, czyli samochód terenowy, dzięki któremu uda nam się dotrzeć do dzieci i młodzieży naszej diecezji, gdzie drogi pozostawiają wiele do życzenia. Tak, Kochani, po długich staraniach, poszukiwaniach i dzięki Waszej hojnej dobroci udało nam się uzbierać odpowiednią sumę na zakup samochodu dla Youth Alive. To, że po miesięcznym poszukiwaniu samochód znalazł się na parkingu, zawdzięczam o. Wojtkowi, Werbiście, który poświęcił dla naszej sprawy swój czas, energię i urok osobisty, zwłaszcza w momencie negocjowania ostatecznej ceny.

Rok chodzenia od szkoły do szkoły, od parafii do parafii, od instytucji do instytucji, często przy nieznośnym upale lub silnym deszczu ZAKOŃCZONY. Tenisówki idą do lamusa. Nareszcie dotrzemy do oddalonych wiosek, parafii i stacji misyjnych.

Oczywiście rok maszerowania miał swoje plusy, była to wspaniała okazja do poznania wielu niesamowitych towarzyszy „dreptania”, jak również możliwość poznania miasta od tak zwanej „podszewki”. Przede mną jeszcze sporo formalności, ale kto by się przejmował drobiazgami.

Radość wielka wśród młodzieży, z którą pracuję, no i w diecezji zaświeciło światełko nadziei dla wszystkich tych, którzy w podobny sposób szukają środków finansowych na zakup takiego czy innego pojazdu. I tak moja radość stała się radością i nadzieją wielu. To, co czasami wzbudza chwilowe zaniepokojenie moich pasażerów, to fakt, że spora grupa policjantów w Livingstone nie może przepuścić okazji, by mnie nie zatrzymać i pogratulować zwyczajnym: „No widzisz, mówiłem ci, że kiedyś będziesz miała samochód! A zaraz po tym: „A prawo jazdy masz?”. No cóż, uprzejmość uprzejmością, ale obowiązek obowiązkiem. Sama nie wiem, jak to się stało, że moje relacje z tą grupą zawodową tak się zawiązały. Może dlatego, ze moim nauczycielem jazdy był policjant, a może to, że fakt chodzącej ulicami białej siostry wzbudza rozbawienie i niedowierzanie, a może zwyczajna życzliwość ludzi mundurowych, którzy kochają swoje dzieci i chcieliby je uchronić przed HIV/AIDS.

Dziś o mało nie doszło do małego zamieszania w mieście i to z powodu różańca. W drodze do biura zatrzymał nas korek spowodowany wypadkiem samochodowym. No tak, oczywiście nasze kochane taksówki zderzyły się na głównym skrzyżowaniu w Livingstone. Policjant, który próbował wprowadzić jako taki porządek na drodze, nagle mnie zauważył, no i się zaczęło. Ruch wstrzymany, a on pędzi do mnie z uśmiechem od ucha do ucha. Długi sznureczek samochodów za mną rozpoczął symfonię klaksonową, a nasz pan oficer pyta: „Siostro, masz różaniec?” Ja odpowiadam: „A potrafisz się modlić na różańcu?” „Ja nie, ale żona z dziećmi modlą się każdego dnia.” – odpowiada mój nowy przyjaciel. „A ty, z jakiego Kościoła jesteś?” – pytam. „New Apostolic” – odpowiada. „To po co ci różaniec?” „No, jak to, żona tak sama nie może, dzieci widzą, że się nie modlę”. I tak nasz młody oficer otrzymał różaniec, a ruch uliczny wrócił do celnego porządku. Zbawienie idzie przez rodzinę! – chciało by się zawołać.

Do końca roku pozostały jeszcze 3 miesiące, przed nami kilka szkół i parafii, do których chcemy dotrzeć z naszym programem i przesłaniem, że pokolenie wolne od HIV/AIDS jest możliwe. Youth Alive stawia na modlitwę, edukację, osobiste świadectwo życia, abstynencję i wierność małżeńską.

Przed nami przygotowanie programu na kolejny rok. Możemy dotrzeć do granic diecezji, do miejsc, których nie odwiedziliśmy od lat, a gdzie nieustannie jesteśmy zapraszani, ale oczywiście wszystko zależy od finansów, jakie uda nam się uzbierać. Plan piszemy, a resztę powierzamy Opatrzności Bożej i pracy koordynatora (czyli mojej), który przygotowuje kolejne projekty dla różnych organizacji z nadzieją pozytywnego rozpatrzenia. Warto próbować i nie można się poddawać, bo to jest jedyna droga, by młode pokolenie mogło być wolne od HIV/AIDS i mogło stać się pokoleniem Nadziei i Życia.

Kochani, z okazji zbliżającej się Niedzieli Misyjnej pragnę z serca podziękować Wam za Wasze zaangażowanie, hojność, modlitwy, które „szturmują niebo”, Wasze ofiary – zwracam się szczególnie do wszystkich ludzi chorych, cierpiących i starszych – to w Waszej słabości i ofierze my znajdujemy siłę, dziękuję ze każdą ofiarę materialną i za to, z jaką życzliwością otaczacie naszych rodziców i rodzeństwo. Polecam Was wszystkich Miłości Trójjedynego Boga.

Z misyjnych dróg przesyłam moje pozdrowienia i zapewniam o modlitwie. Niech Was kochają Anioły!
             

Jeżeli ktoś chce wesprzeć finansowo działalność s. Urszuli, może to uczynić, wpłacając dowolną kwotę na konto: Zgromadzenie Misyjne Służebnic Ducha Świętego, ul. Starowiejska 152, Racibórz, numer:
15 2030 0045 1110 0000 0061 7240 z dopiskiem „Ofiara na misje – s. Urszula Wyrwa – Zambia”.