Uwolnienie od grzechu, czyli mocne postanowienie poprawy

proboszcz

9 lipca 2011
W ostatnim numerze zajmowaliśmy się drugim warunkiem dobrej spowiedzi – żalem za grzechy. Mamy więc świadomość bólu, który rodzi się z popełnionego przewinienia. Świadomość grzechu i ból serca z powodu jego popełnienia, a więc rachunek sumienia i żal za grzechy, mają poprowadzić mnie dalej. Nie mogę mojego powrotu do Boga zakończyć tylko na tych dwóch. Jeśli moje „powstanie” z upadku ma być trwałe – możliwie jak najdłuższe – muszę zrobić krok dalej. Ale jaki?

Praca nad sobą

Ten krok to nic innego jak mocne postanowienie poprawy. Ciężka, żmudna praca prowadząca do pełni szczęścia. Czym jest owa ciężka praca?

Mocne postanowienie poprawy to obietnica złożona Panu Jezusowi, że będziemy unikać grzechów i okazji do ich popełnienia. Postanowienie poprawy powinno być:

• mocne, realne (możliwe do wykonania) – spowiadający się powinien być rzeczywiście zdecydowany na unikanie grzechów, nikt też nie może wątpić w możliwość poprawy,

• szczere, proporcjonalne do popełnionego czynu,

• stanowcze – nie „obiecanki cacanki”.

Każdy, kto chce zmienić swoje życie, powinien chcieć zerwać z grzechami, które znieważają Boga i godzą w Jego miłość. Aby postanowienie poprawy było właściwe, dobrze jest, żeby w swoim sumieniu dokonać oceny grzechów ciężkich i lekkich. To ułatwi nam podjęcie decyzji, z jakim grzechem postaram się walczyć. Nie wystarczy powiedzieć sobie: poprawię się ze wszystkiego, albo od jutra będę lepszy, będę bardziej kochał Boga. Takie ogólne pragnienie poprawy z pewnością daleko mnie nie zaprowadzi. Jeśli poprawiam się ze „wszystkiego”, to tak naprawdę z „niczego”. To trochę za mało, by „powstanie” wypływające ze szczerego żalu za grzechy było jak najdłuższe. W tym wypadku dobrze zastosować metodę małych kroków. Po to mam w sumieniu ocenić grzechy ciężkie i lekkie, aby zacząć poprawę od tych pierwszych. I tu podejmuję bardzo szczegółowe, nazwijmy to, zadania: będę pracował nad językiem, aby nie przeklinać; nie będzie dnia bez modlitwy, itp.

Ciągle zaczynać od nowa

Dobrze, postanowiłem poprawę, a mimo wszystko popełniam te same grzechy. Co wtedy?

Święty Tomasz z Akwinu pisze, że łaska buduje na naturze, a św. Paweł w Drugim Liście do Koryntian mówi: moc w słabości się doskonali (2 Kor 12,9). Jan Paweł II przypominał: Gdybyśmy chcieli oprzeć postanowienie niegrzeszenia wyłącznie lub w głównej mierze na własnych siłach, powołując się na rzekomą samowystarczalność(..) to tak jakbyśmy mówili Bogu – bardziej lub mniej świadomie- że już Go nie potrzebujemy. Zatem muszę jeszcze raz spojrzeć w siebie, czy rzeczywiście uczyniłem wszystko, aby nie upaść. Powinienem do szczerej chęci poprawy dorzucić jeszcze unikanie sytuacji, odrzucania pokus, które umożliwiają mi popełnianie grzechów. Wspomniany wcześniej św. Paweł, kiedy zrozumiał po spotkaniu z Jezusem pod Damaszkiem (por. Dz 9,1-20), że niewłaściwą drogą podąża, postanowił przemianę. Nie jest tym samym Szawłem, ale staje się Pawłem, gorliwym głosicielem ewangelii.

Nie jest łatwo podjąć walkę ze swoimi słabościami. Zwłaszcza jeśli popadamy w nie jakby „z przyzwyczajenia”. Powtarzające się upadki mogą spowodować, że będę jak celnik, który nie był godzien spojrzeć na Boga w świątyni, wołał jedynie: Boże, miej litość dla mnie grzesznika (Łk 18,13).  Taka postawa wobec Boga jest udoskonaleniem życia, choć mogę tego nie zauważyć. Gdybym jednak uznawał, że wszystko jest w porządku, stałbym się jak faryzeusz, który w świątyni tak się modlił: Boże, dziękuję Ci, że nie jestem jak inni ludzie, zdziercy, oszuści, cudzołożnicy, albo jak i ten celnik. Poszczę dwa razy w tygodniu, daję dziesięcinę ze wszystkiego, co nabywam (Łk 18, 11-12). Przykład faryzeusza zamyka mi drogę powrotu, poprawy, a zatem i moje zbawienie się oddala.

Mogę też prosić Boga wraz ze św. Augustynem: Panie, Ty jesteś dobrocią i słodyczą. Okaż mi ją, znosząc moją słabość. To przez nią, przez słabość upadam, kiedy me myśli tak często oddalam od Ciebie. Ale jeśli Ty mnie podtrzymasz, nie boję się upadku. Gdy opieram się o Ciebie, jestem umocniony. Wiem, jestem jeszcze wciąż słaby i chwiejny, ale zlituj się nade mną, bo Ty jesteś pełen słodyczy i czułości, a Twoje miłosierdzie jest bez granic dla wszystkich, którzy Cię wzywają.