Zadośćuczynienie

proboszcz

9 lipca 2011
Panie, oto połowę mego majątku daję ubogim, a jeśli kogo w czym skrzywdziłem, zwracam poczwórnie

Kiedy spotka cię coś złego, automatycznie oczekujesz sprawiedliwości, tego, by ten, który wyrządził krzywdę, w jakiś sposób ją naprawił. Z niecierpliwością czekasz zadośćuczynienia  i odzyskujesz spokój wewnętrzny, gdy je otrzymasz.  Podobnie rzecz ma się z grzechami. Naturalną sprawą jest wewnętrzna potrzeba ich naprawienia. Może nie zawsze wiadomo jak to zrobić, bo przecież trudno jest przyznać się do popełnionego zła, ale ważne jest, by podejmować próby spłacenia wyrządzonych krzywd.

W kontekście omawianych przez nas warunków dobrej spowiedzi wynagrodzenie krzywd jest ostatnim ich elementem, znanym nam jako zadośćuczynienie Panu Bogu i bliźnim.

Dokumenty kościelne o zadośćuczynieniu

Uzasadniając konieczność zadośćuczynienia Sobór Trydencki, który obradował w XVI wieku, stwierdził: Zaiste wzgląd na sprawiedliwość Bożą zdaje się wymagać, by inaczej przyjęci byli do łaski ci, którzy przed chrztem zgrzeszyli z powodu niewiedzy, a inaczej ci, co – raz uwolnieni z niewoli grzechu i szatana, otrzymawszy Ducha Świętego – nie lękali się świadomie «świątynię Boga zniewaźać» (l Kor 3,17) i «Ducha Świętego zasmucać» (Ef 4,30). Stosowne jest także dla Bożej łaskawości, by nam nie darować grzechów bez żadnego zadośćuczynienia, tak, abyśmy «czerpiąc podniety» (Rz 7,8) i uważając nasze grzechy za rzecz lekką, nie stali się niesprawiedliwi i «znieważający Ducha Świętego» (Hbr 10,29) i wpadli w jeszcze cięższe grzechy, «skarbiąc sobie gniew na dzień gniewu» (Rz 2,5; Jk 5,3).

Wprowadzenie teologiczne i pastoralne do „Obrzędów pokuty” stwierdza: Dopełnieniem prawdziwego nawrócenia jest zadośćuczynienie za winy, poprawa życia oraz naprawa szkód. Rodzaj i miara zadośćuczynienia powinny być dostosowane do penitenta, aby każdy naprawił porządek, który naruszył i został uzdrowiony z choroby, na którą cierpiał, odpowiednim lekarstwem. Pokuta powinna być zatem rzeczywiście lekarstwem na grzech i środkiem do odnowy życia…

Katechizm Kościoła Katolickiego o zadośćuczynieniu mówi: Wiele grzechów przynosi szkodę bliźniemu. Należy uczynić wszystko, co możliwe, aby ją naprawić (na przykład oddać rzeczy ukradzione, przywrócić dobrą sławę temu, kto został oczerniony, wynagrodzić krzywdy). Wymaga tego zwyczajna sprawiedliwość. Ponadto grzech rani i osłabia samego grzesznika, a także jego relację z Bogiem i z drugim człowiekiem. Rozgrzeszenie usuwa grzech, ale nie usuwa wszelkiego nieporządku, jaki wprowadził grzech (Por. Sobór Trydencki: DS 1712.). Grzesznik podźwignięty z grzechu musi jeszcze odzyskać pełne zdrowie duchowe. Powinien zatem zrobić coś więcej, by naprawić swoje winy: powinien „zadośćuczynić” w odpowiedni sposób lub „odpokutować” za swoje grzechy. To zadośćuczynienie jest nazywane także „pokutą” (KKK 1459-1473). I zwykle tylko do odprawienia pokuty się ograniczamy, czyli odmówienia modlitwy, którą ksiądz zadaje.  Ale nie zawsze tak było.

Wynagrodzenie win w Kościele pierwotnym

Wśród warunków dobrej spowiedzi zadośćuczynienie zajmuje ostatnie, piąte miejsce. W Kościele, który dopiero się tworzył, ten warunek wyprzedzał wszystkie inne. Warunkiem otrzymania rozgrzeszenia było naprawienie zła, które się wyrządziło. Czasem wiele lat trwało, zanim  pokutnik otrzymał odpuszczenie grzechów i możliwość przystąpienia do Komunii Świętej. We Wspólnocie funkcjonowały tzw. księgi pokutne, które jasno określały czas pokuty za określony grzech, np. za krzywoprzysięstwo pokuta trwała 11 lat, za cudzołóstwo 4 lata, a za kradzież wynosiła 7 lat. Praktykowana była także zasada, że grzech popełniony publicznie, publicznie musiał być odpokutowany – stąd liczne pielgrzymki do miejsc świętych, kamienne krzyże przy drogach. Każdy, kto odbywał pokutę, nie mógł nawet wejść do środka kościoła, musiał stać przed kościołem, a po jakimś czasie mógł dopiero stanąć w przedsionku. 

Zadośćuczynienie w Piśmie Świętym

W Starym Testamencie ludzie popełniający grzechy, aby za nie odpokutować, musieli złożyć Bogu ofiarę zadośćuczynienia: Oto prawo odnoszące się do ofiary zadośćuczynienia: jest ona rzeczą bardzo świętą. Na tym samym miejscu, na którym będą zabijać ofiarę całopalną, będą także zabijać ofiarę zadośćuczynienia (Kpł 7, 1-2a). Rodzaje ofiar przebłagania zależały od posiadanego majątku:  wtedy przyniesie jako ofiarę zadośćuczynienia dla Pana za swój grzech – samicę spośród małego bydła, owcę lub kozę na ofiarę przebłagalną.(…) Jeżeli zaś ktoś jest tak ubogi, że nie może przynieść owcy, to jako ofiarę zadośćuczynienia za grzech, który popełnił, przyniesie dwie synogarlice albo dwa młode gołębie dla Pana; Jeżeli zaś kto jest tak ubogi, że nie może ofiarować nawet dwu synogarlic albo dwóch młodych gołębi, to przyniesie na dar ofiarny za grzech dziesiątą część efy najczystszej mąki jako ofiarę przebłagalną, ale nie poleje jej oliwą ani nie położy na niej kadzidła, bo to jest ofiara przebłagalna.  (Kpł 5, 6-7. 11).

Inaczej miała się rzecz z zadośćuczynieniem wobec bliźniego – tutaj jest „bogactwo” propozycji, w zależności od czynu, np.: powinien oddać to, co ukradł, albo co wymusił, albo co wziął na przechowanie, albo rzecz zgubioną, którą znalazł, albo tę rzecz, co do której złożył fałszywą przysięgę – zwróci mianowicie całkowitą wartość tej rzeczy, dodając do niej jeszcze piątą część wartości. Powinien to oddać właścicielowi tego samego dnia, kiedy będzie składał ofiarę zadośćuczynienia (Kpł 5, 24). 

Bardzo czytelnym znakiem zadośćuczynienia w Nowym Testamencie jest przykład celnika Zacheusza. Nawet nie przypuszczał, jak bardzo zmieni się jego życie po spotkaniu z Jezusem, dla którego wdrapał się na drzewo. Usłyszawszy swoje imię, pada na kolana przed Chrystusem i jego serce się przemienia, a w domu w czasie wieczerzy oznajmia z pełną odpowiedzialnością: Panie, oto połowę mego majątku daję ubogim, a jeśli kogo w czym skrzywdziłem, zwracam poczwórnie (Łk 19, 8). Dokonało się w nim prawdziwe nawrócenie, które zaowocowało wynagrodzeniem, naprawieniem krzywd wyrządzonych swoim bliźnim.

Trzeba pamiętać, że zadośćuczynienie, które podejmujemy za grzechy, nie jest tak naprawdę „nasze”, lecz dokonuje się dzięki Jezusowi. Wszak sami z siebie niczego nie możemy uczynić, ale parafrazując św. Pawła, wszystko możemy w Tym, który nas umacnia (por. Flp 4,13).