Todd Burpo, Lynn Vincent, Niebo istnieje… Naprawdę!

proboszcz

11 maja 2012

Todd Burpo, Lynn Vincent, Niebo istnieje… Naprawdę!
(Rafael)

        Tytuł książki brzmi jak początek banalnego kazania… Wiemy, że niebo istnieje, wiemy, że śpiewają tam chóry aniołów i, ogólnie rzecz biorąc, mamy czasem wątpliwości, czy nie będziemy się tam nudzić.

        Ale ta książka to nie banalne kazanie. Niebo istnieje… Naprawdę! Todda Burpo to autentyczna historia czteroletniego chłopca, który w marcu 2003 roku odwiedził niebo. Colton, bo o nim mowa, to syn pastora z Kościoła Metodystów. Trafił do szpitala z objawami, których lekarza nie potrafili rozpoznać. Po przeniesieniu dziecka do innego ośrodka rodzice dowiadują się, że to ostre zapalenie wyrostka, które pomimo ich sugestii poprzedni lekarze odrzucili, a stan ich syna jest bardzo poważny. Zresztą widzą to sami, ponieważ malec w ciągu kilku dni nikł w oczach. Operacja jedna, druga, kolejne problemy, aż w końcu chłopiec wraca do domu. 

        I tu mogłaby zakończyć się ta opowieść, ale coś stało się dalej. Colton zaczyna wspominać o pobycie w niebie. Jego opowieści można by przypisać bujnej wyobraźni czterolatka, gdyby nie przekazywane przez niego informacje, których nie mógł znać. Chłopiec swoim dziecięcym językiem tłumaczy skomplikowane treści teologiczne, wie dokładnie, gdzie byli rodzice w trakcie jego operacji i co robili, a w końcu… opowiada o spotkaniu z siostrą, o której nigdy nie słyszał, bowiem rodzice nie powiedzieli mu o poronieniu dziecka, które miało przyjść na świat przed nim. To tylko część „przygód” Coltona podczas trzyminutowego (!) pobytu w niebie. Kilka lat później rodzice chłopca postanowili opowiedzieć publicznie historię swojego syna, a zachęcony przez słuchaczy ojciec spisał ją w formie książki.

        Dziś Colton ma trzynaście lat, urodziny będzie obchodził w maju, a jego opowieść może trafić w twoje ręce. I być może zdanie Niebo istnieje… Naprawdę! wciąż brzmi dla ciebie banalnie. Ale jeśli zostanie ci w pamięci reakcja tego chłopca wobec umierających i jego troska o to „czy mają Jezusa w sercu”, zrozumiesz, że to nie banalność, a wieczność niekoniecznie będzie oznaczać wyłącznie śpiewanie w chórze anielskim.